Wieje.
Po południu rozmowa z mamą, chyba wszystko jest dobrze. Potem obiad, następnie półtorej godziny wykładu z rozwojówki, i tu spotkała mnie miła niespodzianka. Zaraz po wejściu na zoom, na messengerze zaczepiła mnie Marchwa, czy ja to ja, i czy ją pamiętam, bo ona mnie widzi w pokoju, i sądzi, że to ja. Z Marchwą studiowałyśmy na tym samym roczniku, w mocnej grupie fajnych dziewuch, aż nas Czesiu nie zniechęcił. Dobre takie spotkanie, wygląda, że gdzieś tam będziemy się mijały, bo ona też walczy od zeszłego semestru, możliwe, że skończy wcześniej niż ja.
Trwa wykład, gdy zakładam rajstopy i sztruksową spódnicę, jeszcze w samochodzie nawijam chwilę z Marchwą, bo ... jedziemy z Kochanym do stolycy. Otóż, Rybenka ogłosiła na swoim blogu, że jest w Dublinie, od słowa do słowa spiknęłyśmy się na messengerze (czym byłby współczesny świat bez tego wynalazku?) i wprawdzie okazało się, że dzisiaj Rybenka czasu nie ma, za to my się tak napaliliśmy, żeby jechać przed siebie, że trzeba nam był się wybrać do Tower Records. Natychmiast.
Zmierzchało już, gdy zaparkowaliśmy przy jednym z wejść do Merrion Square, który właśnie był zamykany.
W Towers Records nic takiego nie kupiliśmy, Fred cały czas przeżywa fakt znikania kina domowego na rzecz jakiegoś tam soundbaru (nie wiem za bardzo, o co chodzi). Pochodziliśmy chwilę po mieście, potem poszliśmy do Costy na rogu Dawson St i Nassau St. Już mi się zdążyło zapomnieć jaki tam ścisk i jaka mała jest toaleta. To zdecydowanie moja najmniej ulubiona Costa, chociaż dogodnie położona. Jeszcze chwila powsinogi, na tyle, żeby zauważyć dłonie Ronniego Drew pod Gaiety Theater.
Tak w ogóle to po drodze do środka miasta przyuważyłam jak ktoś właśnie kończył ubieranie choinki w swoim zakładzie pracy. Nad ulicami w centrum świecące ozdoby tylko czekają na podłączenie do prądu. Aż w głowie sprawdziłam datę.
Z zamkniętego Merrion Square pożegnał nas kolorowy Wilde.
Kot wyszedł z krzaków, czekał. Fred miał sensowne uzasadnienie naszej karygodnej niebytności, kupił w Tesco po drodze zapasy kocich pasztecików.