W nocy kaszel się przyplątał, poza tym robiłam wygibasy, żeby nie kopać kota. Powiem tak, kot się wyspał.
Do południa jarałam się wizją popołudniowego spotkania z Rybenką. Na dworze słonecznie, Fred popracował w ogródku, natomiast moje jaranie się spotkaniem skończyło się na tym, że po obiedzie wylądowałam w łóżku. Nie wiem, co to za babol się do mnie przyczepił, mikrob czy alergia na jesień. Pod koniec dnia zaś obraziłam się na naleśniki. Kochany za to zjadł cztery plus jednego małego naleśniczka i obejrzał program Sekielskiego na nośny temat Godek Kai. Dobrze mówią, choć wulgarnie. Idę spać.
Nie dziwię się. Na sam widok zestawienia "Kaja Godek" ma wulgarne myśli.
OdpowiedzUsuńBa, ja nie dość, że mam w takiej sytuacji wulgarne myśli, to chętnie je wyrażam słowami, nawet pisanymi i publicznie kolportowanymi :-)
UsuńNa dodatek bez żadnych wyrzutów sumienia.