Późno się położyłam, ale rano i tak nie pospałam, mózg do mnie gadał. Wspaniale, bo kot akurat wrócił z nocki i gdy zaczęłam się przeciągać w łóżku był pod ręką po dwóch sekundach, żeby mi powiedzieć, że już można do michy nakładać. Włączam laptopa, zielona herbata liściasta jest pita, jazz Herbiego, nastawiam pranie i mężowską kawę do zaparzenia. Przypomniało się mi, że nie zadzwoniłam do ludzi od zbierania metalowych rupieci, więc zadzwoniłam i było to działanie bez sensu (po drugiej stronie odezwał się głos osoby zmarłej po piątkowej imprezie). Przed koronacją umyłam włosy i tak stojąc pod prysznicem i rozmyślając, wymyśliłam, że faktycznie trzeba na teściową mówić "świekra". A bo koronację oglądałam/słuchałam (przeskakując między BBC i Deutche Welle, gdyż BBC w takich razach ocieka dupowlazłością, którą genetycznie źle trawię). We wrześniu nie pochowałam Elizki, dzisiaj postanowiłam nadrobić sobie teatrem koronacyjnym Karola III. W słuchawkach na uszach i robiąc proste obliczenia statystyczne doszłam do momentu nałożenia korony i straciłam zainteresowanie. Jeszcze niechcący załapałam się na live okazania balkonowego. W końcu się dochrapał, chłopina, i Kama się też doczekała. Good for them.
Fred zrobił obiad. Z innych kontaktów międzyludzkich: rozmawiałam z mamą (na temat koronacyjny oczywiście); przed domem rozmawiałam z Katlin, o tym jakby było wspaniale, gdybyśmy przeprowadzili się na drugą stronę ulicy; świekra zadzwoniła (i teraz Kochany zna wszystkie przypadłości zdrowotne swojej mamy); wieczorem wizyta u Ka&Jot i tutaj njus najlepszy. Wygląda na to, że ruszyły plany ślubne i jesteśmy potencjalnymi świadkami wydarzenia. Tak sobie po cichu myślę, że zaprocentował ostatni konflikt rodzinny u Ka, szydło wylazło z worka i się okazało, kto jest fajny, a z kim lepiej na odległość. Good for them, again.
A u mnie na odwrót - przy pogrzebie Elżbiety coś tam zobaczyłem, teraz nie chciało mi się włączać komputera tak wcześnie i tylko wieczorem poczytałem nagłówki informacji punktujące najciekawsze momenty (że coś tam kobieta trzymająca miecz, że Dudy zadały szyku itp), bez zaglądania o co chodzi.
OdpowiedzUsuńŻe syn zna stan zdrowia matki to chyba dobrze? Bo co się dzieje u mojej dowiaduje się przeważnie już grupo po fakcie, tydzień, miesiąc, a czasem nawet lata i nie uważam, by to było prawidłowe.
@Dariusz, w przypadku Elizki zadecydowało rozwleczenie wydarzenia w czasie. Wozili ją tu i tam, nie mogłam się połapać, kiedy ją w końcu zakopują, poza tym to był wolny dzień u północnych sąsiadów, u nas nie.
UsuńNie feruję oceny. Był to jakiś temat do rozmowy (Hashimoto), rozmowa była długa i też o innych rzeczach, a świekra brzmiała optymistycznie, czyli jak dla mnie spoko. Często dowiaduję się z opóźnieniem, co dolega mojej mamie, bo jest skrytą osobą, poza tym rodzice wiodą osobne życie. Pewnie nie podobałoby mi się, gdyby rodzice mówili o tym z rodzeństwem, a ze mną nie, ale w mojej sytuacji nie mam konkurencji ;)