Korzystam z małych przyjemności, jak wspólne rozwieszanie prania. Poza tym bujam się po Kuchniosalonie czasami napadając Kochanego przytuleniami. Nadal tworzę notatki (straszne nudy, mało emocji). Na dworze słonecznie i zimno, więc wychodzę tylko, gdy muszę (a nie muszę prawie wcale). Zjadamy z mężem zrobiony przez niego obiad i Kochany dość szybko (chwilę po piątej) rusza w trasę. Rozmowa z mamą o wszystkim, kontakt z Fredem robiącym zakupy w polskim sklepie (w temacie jaka mąka do naleśników). Prasowanko (i oglądam Midsomer Murders 22.6). Bardzo mało dzisiaj zrobiłam, argrhrh!
A co dobrego mąż upichcił?
OdpowiedzUsuń@Dariusz, standardowy i bardzo pyszny obiad: kartoffeln, do tego pierś kurza smażona (pachnąca czosnkiem) i starta marchewka z ziarnem słonecznika i majonezem (pochłonięta błyskawicznie).
Usuń