Tu mieszkają wariaci, orzekł Fred na moje pytanie, co by sobie pomyślał złodziej przyzwyczajony do statystycznych irlandzkich mieszkań, gdyby wszedł do naszego Kuchniosalonu. Po wczorajszych przesuwaniach obecnie w drzwiach rzuca się na człowieka widok lodówki sąsiadującej z solidną szafą na książki wypełnioną do ostatniego miejsca, cóż, książkami.
Kochany wstał dużo później, wczorajsze ekscytacje źle wpłynęły na jakość jego snu. Po pseudośniadaniu (ni ma chleba, ni ma) i moim powolnym zbieraniu się do opracowania pytań na jutrzejsza rozmowę, pojechaliśmy po trochę glutenu. Lidl (przystanek Costa), Homebase (likwidują sklep, kupiliśmy sporo przydasiów, jakieś metalowe podpórki do roślin, jakieś segregatory lodówkowe i nakuchenne), Tesco. Przed czwartą w domu, biorę się za obiad, Kochany sortuje karton do recyklingu, ale też trze marchewkę do surówki. Niczego więcej nie ustawiam dzisiaj w nowej witrynie, przegląd i sortowanie domowych folderów zostawiam na jutro. Na razie podrzucamy tylko skorupy (na najwyższej półce będą stały talerze i miseczki, nagle okazuje się, że talerzomisek mamy pięć różnych rodzajów, jak dla wojska), kubki zostają w części kuchennej.
Muzycznie pod wpływem białego albumu Beatlesów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.