Poniedziałek znacznie pogodniejszy niż ostatnie dni, ale też chłodniej. W pracy cisza, patologia siedzi przycupnięta. Teraz tak myślę, że dla części ludzi to jest zupełnie naturalny rytm codzienności: od histerii do histerii; nie mogłabym tak, moje życie jest zupełnie inne, wpatruję się w ich zakratowane okienko, czasem podejmuję jakieś decyzje, ale staram się nie angażować, nie brać stron.
Kochany wybył do Newry, przywiózł stamtąd trzy szaliki, najdroższy dla teścia. Czyli prezenty dla tatki w zasadzie odhaczone (kaszmir Joshua Ellis, bardzo drogi kupiony "tylko" drogo), w podróży świątecznej rozejrzę jeszcze za dobrymi perfumami na strefie bezcłowej.
Ludzie mówią. Tutaj mówią o strasznym wypadku w którym w sobotę zginęła piątka młodych ludzi. W Polsce z kolei od rana temat sabotażu, wysadzeniu torów blisko innego z "naszych" miejsc, gdyż onuce źle śpią. Po późnym obiedzie zadzwoniłam do mamy i rozmawiałam z rodzicami dobre pół godziny, najpierw o tych nieszczęsnych szynach, których nie było. Mama nastawiona raczej pesymistycznie w temacie trwania świata, więc dobrze, że koty się nadarzyły, mogłyśmy zmienić temat na milszy.
Ach, i obejrzeliśmy z Kochanym Przepraszam, czy tu biją (1976). Mąż oglądał jakiś czas temu sam, czyli zrobił sobie powtórkę. Leżę już pod kołdrą i mam piękne myśli (rano na śniadanie frankfurterki).
Czy to od tych frankfurterek masz piękne myśli?
OdpowiedzUsuń@FrauBe, myśli były piękne, gdyż traktowały o frankfurterkach ;)
Usuń