Strony

poniedziałek, 17 listopada 2025

2162. Spokojny początek tygodnia.

Poniedziałek znacznie pogodniejszy niż ostatnie dni, ale też chłodniej. W pracy cisza, patologia siedzi przycupnięta. Teraz tak myślę, że dla części ludzi to jest zupełnie naturalny rytm codzienności: od histerii do histerii; nie mogłabym tak, moje życie jest zupełnie inne, wpatruję się w ich zakratowane okienko, czasem podejmuję jakieś decyzje, ale staram się nie angażować, nie brać stron.

Kochany wybył do Newry, przywiózł stamtąd trzy szaliki, najdroższy dla teścia. Czyli prezenty dla tatki w zasadzie odhaczone (kaszmir Joshua Ellis, bardzo drogi kupiony "tylko" drogo), w podróży świątecznej rozejrzę jeszcze za dobrymi perfumami na strefie bezcłowej.

Ludzie mówią. Tutaj mówią o strasznym wypadku w którym w sobotę zginęła piątka młodych ludzi. W Polsce z kolei od rana temat sabotażu, wysadzeniu torów blisko innego z "naszych" miejsc, gdyż onuce źle śpią. Po późnym obiedzie zadzwoniłam do mamy i rozmawiałam z rodzicami dobre pół godziny, najpierw o tych nieszczęsnych szynach, których nie było. Mama nastawiona raczej pesymistycznie w temacie trwania świata, więc dobrze, że koty się nadarzyły, mogłyśmy zmienić temat na milszy.

Ach, i obejrzeliśmy z Kochanym Przepraszam, czy tu biją (1976). Mąż oglądał jakiś czas temu sam, czyli zrobił sobie powtórkę. Leżę już pod kołdrą i mam piękne myśli (rano na śniadanie frankfurterki).

2 komentarze:

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.