Wspólna podróż do miasta o bardzo wczesnym poranku. W pracy za bardzo się wtrącam, ale przynajmniej czas przy tym leci szybciej. Kochany odebrał mnie po pracy, gdy ulica była już zupełnie mroczna. Jak zwykle, najpierw koty, potem my; jemy szybki obiad i dopiero, gdy Kochany puszcza Glósóli, przypominam sobie, że w zeszły nerwowy czwartek minęła trzecia rocznica śmierci babci Mani. Ciekawe, że myślałam o tej rocznicy kilka dni wcześniej, a gdy przyszło co do czego, zupełnie ją wyparłam.
Na koniec dnia krótka kobra, Filiżanka czarnej kawy (1968).
Środa
Widać po moim blogowaniu, że biorę listopad na przeczekanie: zwlekamy się z łóżek, śniadanie, podróż, trzeba z ludźmi rozmawiać, potem wszystko zamykam, obracam się kilka razy wokół własnej osi i za drzwiami jest nieprzyjemny zmrok; po późnym obiedzie nie chce się nam już nic poważnego, stąd włączam jakieś durnoty. Dzisiaj podobnie, turlamy się do pracy, pracujemy, coś tam coś tam, zamykam kramik i idę do polskiego sklepu, po czym nagle postanawiam nie robić tego, co zamierzałam: zamiast zmierzać w kierunku dworca, przysiadłam w Czarnej nad darmową kawusią (gdyż punkciki na aplikacji uzbierałam), po drodze jeszcze obfociłam koty i taki landszaft z dźwigiem, na zdjęciu niemy, na żywo rozśpiewany głosami zziębniętego ptactwa:
Widać po moim blogowaniu, że biorę listopad na przeczekanie: zwlekamy się z łóżek, śniadanie, podróż, trzeba z ludźmi rozmawiać, potem wszystko zamykam, obracam się kilka razy wokół własnej osi i za drzwiami jest nieprzyjemny zmrok; po późnym obiedzie nie chce się nam już nic poważnego, stąd włączam jakieś durnoty. Dzisiaj podobnie, turlamy się do pracy, pracujemy, coś tam coś tam, zamykam kramik i idę do polskiego sklepu, po czym nagle postanawiam nie robić tego, co zamierzałam: zamiast zmierzać w kierunku dworca, przysiadłam w Czarnej nad darmową kawusią (gdyż punkciki na aplikacji uzbierałam), po drodze jeszcze obfociłam koty i taki landszaft z dźwigiem, na zdjęciu niemy, na żywo rozśpiewany głosami zziębniętego ptactwa:
Gdyż zimno jak dyjabli (rano musieliśmy chwilę poczekać, aż szron spełznie z szyb samochodu).
Mąż jest Kochany, dlatego zabiera mnie do domu ;)
I znowu kobra, Upiór w kuchni (1976), tym razem Majewskiego (lekkie zaskoczenie).

Chmury są bardzo fotogeniczne. Piękne zdjęcie!
OdpowiedzUsuń@BBM, zwróciłam uwagę na niebo tylko dlatego, że gdy szłam tym wąskim, średniowiecznym przejściem chowając nos w kurtce, usłyszałam śpiew gromady ptaków na dźwigu. Oczywiście, zrobiłam zdjęciu kalkulatorem, więc ptaków w ogóle na nim nie widać, ale były tam i chcę je zapamiętać :)
UsuńLubię te stare filmy 🙂 A dziś obejrzałam "The Outrun", niemalże rzutem na taśmę, bo schodzi z Netflixa za kilka dni. I pomimo tego, że miałam go w zakładce "obejrzeć", jakoś tak mi schodziło i dopiero kiedy wspomniałaś o nim i o książce, coś mnie zdopingowało 😉
OdpowiedzUsuń"Filiżankę..." już chyba widziałam, ale szukając jej przy okazji odkryłam, że Barbara Gordon napisała wiele kryminałów i wiele z nich mam na Legimi. Tak więc Twoje notatki i mimowolne polecajki zmuszają do szperania 😃
@Aśka, mnie też odpowiadają takie ramolątka, szczególnie, gdy zamiast głębszych analiz, chcę się zwyczajnie cofnąć do czasów mitycznych :)
UsuńDzień dobry, jestem skobry. Zastanawiałam się jako dzieciak, przez długie lata, co to jest skobry. Aż mnie kiedyś olśniło, jak kojarzyłam seans z tym powiedzonkiem.
OdpowiedzUsuńPS. U mnie też zimno. Ale w to mi graj.
@Natthimlen, pamiętam, że tak się mówiło, dziwne, ale prawdziwe :D Wolę zimno przy którym nie muszę wychodzić z domu :)
Usuń