czwartek, 29 stycznia 2026
2235. Czwartek ...
sobota, 18 listopada 2023
1433. Dzień ślubu.
Wczoraj odkryłam, że na iPhonie mogę publikować tutaj posty, ale nie mogę komentować, bo telefon mnie wylogowuje. Ot taki glitch pomiędzy jabłkiem i gugielem, znany, zgłaszany przez wielu, nadal odgórnie nierozwiązany.
Sporo się w nocy budziłam, głównie przez ból gardła i małość kordłową. Nad ranem z kolei obudziło mnie niecierpliwe tuptanie świekry przygotowującej śniadanie - wg polskiego czasu spaliśmy do „po ósmej”, na stole wędliny, puławianki, herbata wiśniowa już zaparzona. Kochany jeszcze przewracał się w łóżku, ja byłam dobrą synową. Po śniadaniu kawa w ćmielowskich filiżankach i szarlotka.
Myśląc z wyprzedzeniem o tej krótkiej podróży miałam nadzieję, że przed wyjazdem do Warszawy odbędziemy spacer w kierunku pałacu, ale nic z tego nie wyszło. Grzebaliśmy się ze śniadaniem do południa, świekra chciała jeszcze przygotować obiad przed podróżą i zmyślnie wysłała nas po kwiaty (nie wiem, czy włączyła Radio Maryja żebyśmy się energiczniej ruszali, ale podziałało). Kochany kupił bukiet piwoniowych róż u Edyty za rogiem, trochę szliśmy naokoło osiedla, żeby spacer wydłużyć i byliśmy z powrotem w sam raz na obiad (który był bardzo dobry, jak zwykle u świekry). Okolica ta sama co zwykle, różnica taka, że komitet blokowy po odhaczeniu dzieci jako wrogów miru domowego (pod blokiem nie wolno się bawić) wziął się za zwierzęta - teraz jeszcze nie wolno dokarmiać ptaków, bo srajo i brudzo oraz kolegujo się ze szczurami.
Do stolicy ruszyliśmy po drugiej po południu; podróż odbyła się bez większych przeszkód w coraz bardziej szarzejącym krajobrazie (śnieg, śniegu, śniegowi).
Przed głównym wydarzeniem przysiedliśmy we troje w Ciasteczkooo na ulicy Alternatywy, gdzie Fred dokończył dyktowanie mi dedykacji dla nowożeńców. Gdy dotarliśmy do urzędu, z ważnych gości brakował tylko Stu - na szczęście impreza opóźniła się na tyle, że szwagier zdążył w ostatniej chwili. Poza tym Usz ze Szwagrowskim wybrali najprostszą wersję ceremonii dzięki czemu szybko było po. No i było jeszcze zaskoczenie świadkowie - jednym ze świadków był wczesny recenzent Fredowego scenariusza. Spotkanie przeniosło się do Balkany Od Kuchni, znanej nam już z dobrej strony bałkańskiej restauracji na ulicy Strzeleckiego, która nasyciła nas po uszy.
Już po siódmej wzięłam się za deser. Opuściliśmy zgromadzenie jakiś czas po Wu i świekrze, czyli świętowanie z jedzeniem zabrało nam około trzech godzin. Na końcu dnia wylądowaliśmy w ekskluzywnym mieszkanku Kaś i byliśmy rozpieszczani jak para królewska (dostałam własną podomkę i bamboszki z rogami), wygłaskałam aksamitne futerka Kacperka i Leosia, pogadałam o polityce i kotach (bo przecież wiadomo).
Język nadal bardzo boli, no good.
* zdjęcia wklejone po powrocie z wyprawy.
piątek, 13 października 2023
1397. Dynamika.
Wczoraj wieczorem Fred kupił dla nas obojga bilety na listopadowy ślub (szybko będzie, mierzymy siły na zamiary do tego stopnia, że karkołomnie postanowiliśmy podróżować przez Lublin).
Rano wstawać się nie chce, Ryszard za to wstawać nie za bardzo zamierza. Okazuje się, że w nocy przyłaziła do nas Amber (przynajmniej tak zrelacjonował godzinę temu Kochany, ja spałam jak martwa). To by wyjaśniało, dlaczego Ryszard zmęczony i zdeterminowany czuwa na posterunku. Z pracy wróciłam tym razem ekspresowo i w oczekiwaniu na Freda zrobiłam dla siebie biały ser z rzodkiewką. Kot w tym czasie zwlókł się z łóżka, coś przekąsił, wykonał szybki patrol wokół domu i znowu mam go w sypialni ... intrygujące.
___
edit 19:45 Kochany wrócił wcześniej niż zwykle w tym tygodniu. Uraczyłam nas oboje raczej kiepskim obiadem. Po oreo pocałunku małżonek pod prysznic i pod kołdrę, żeby odespać nockę, a ja tracę czas, rozmawiając np. o tym jakie są kiepskie obrony i ile ludzi oblewają (terminu dalej nie ma; no good).
poniedziałek, 21 sierpnia 2023
1344. Jakoś trzeba przeżyć.
Obudziłam się w pustym łóżku i dość długo roiłam sobie, że Fred jest w kuchni. Odkrycie, że w domu nikogo nie ma naprawdę mnie zaskoczyło (Kochany zapomniał wziąć torbę z kanapkami, musiał się spieszyć). Na dodatek miałam sen o moim konsultancie statystycznym. Właśnie rozmawialiśmy (w internacie tłocznym jak Marszałkowska), gdy się mi młodzian pochorował. Po obudzeniu dłuższy czas nie byłam pewna czy mam dzisiaj te konsultacje, co studiuję i czy na pewno zdałam wszystkie egzaminy (to mój główny lęk senny: w śnie uświadamiam sobie, że gonią mnie terminy, a ja zapomniałam zdać egzaminu z poprzedniego semestru ... zazwyczaj jest to matematyka).
___
edit 19:15 Dużo frustracji, mało efektu. Spotkanie było, coś tam raportuję, ale nie do końca. Kochany wrócił po południu, trochę nawiózł prowiantu i żonę utulił. Mieliśmy dwa niespodziewane telefony, najpierw od świekry (z zapytaniem o grafik naszego przyjazdu), potem od Usz. Ten drugi był bardzo super. Szwagierka ze Szwagrowskim zdecydowali się na ślub (w najbliższym możliwym terminie — padło na listopad). Dobrze, że u nich też dobrze.





