Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Costner. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Costner. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 lutego 2022

797. Pozytywy i negatywy.

Najgrubszy wiatr świstał nad wybrzeżem, gdy po północy Kochany wracał do domu. Pomimo zmęczenia rano chciało mu się zawieźć mnie do pracy, w ciągu dnia pogoda była już tylko lepsza.

Nie wszystko może być dobrze, więc znowu nie działa bojler (udało mi się to zgłosić przy okazji wyjścia na pocztę). Pozytywy: popołudnia są coraz dłuższe, zdążyłam jeszcze w dziennym świetle zajrzeć do szeda i wykaraskać stamtąd dwa grzejniki. Negatywy pozytywów: grzejniki nie działały jak pragnęłam. Po ekspresowym obiedzie (wyjadłam kiełbasę, którą Fred przeznaczył do fasolki à la Woland) postanowiłam wziąć prysznic i zrobić sobie punkt dowodzenia pod kołdrą.

Z pozytywów innego typu: zapisałam się na nowy semestr (nareszcie, po liście do dziekanatu). Odprężenie za uszami poczułam i postanowiłam to uczcić jakimś filmem z Costnerem, bo mam leciuchny sentyment do tego aktora (nie taki jak do Petersena, ale Petersen to Petersen; choć wielki nie jest, lubiliśmy się kiedyś). Wieczorem Fred zastał mnie więc w pościeli na oglądaniu 3000 mil do Graceland (2001), takiej tam posttarantinowskiej popłuczyny. Kevin jako najczarniejszy z charakterów zabawny. 

Cieplutko mi i miło pomimo braku ogrzewania, ewidentnie temperatura podskubuje mi energię, bo jestem już senna. Á propos wyjedzonej kiełbasy, mam dziwne zachcianki kulinarne ostatnio, na lunch pochłonęłam smażony bekon, którego normalnie do ust bym nie wzięła. Witaminę D trzeba zakupić. I przede wszystkim iść spać.

poniedziałek, 31 maja 2021

531. Pora zacząć tydzień.

Herbata, śniadanie, spacer nad morzem, rozmowa z tatą i babcią, powrót do domu, talerz fasolki po bretońsku. W sprawach zawodowych oddzwoniła do mnie Ela, kuzynka Freda. Przy okazji ją poznaję i przechodzimy do pogadanki nieomal rodzinnej. Mąż w tym czasie wyjechał do mechanika zapytać go o jakąś niedziałającą poprawnie pierdółkę.

Fred wrócił około trzeciej, z zapasem guzików do szelek i prowiantu od Jot, do której po drodze wstąpił na kawę. Zrobił nam pyszny obiadek, gdy spałam. Wieczorem The Highwaymen (2019), twórcom prawie udało się uniknąć patosu. Dawno już nie oglądałam niezłego filmu z Costnerem. Teraz pora posłać łóżko, świeżo uprana pościel pachnie wiatrem.

środa, 31 marca 2021

470. Nie planuję.

Zdecydowałam się w końcu na kurs ESKK tego języka do którego mam najmniej materiałów w domu. Uczę się tylko dla siebie, więc nie czuję presji poza własnymi ambicjami.

Pipity rozkwitły około soboty i nadal czekam z drżeniem serca na ich bielenie:

Rozmawialiśmy przez kamerkę z Krakusami, o pandemii, warunkach życia itd. Fajnie byłoby się z nimi spotkać, gdy już przylecimy do kraju, choć to trochę z boku naszego miejsca docelowego. Po rozmowie Fred miał postrzyżyny swoich loków. A w czasie obiadu zadzwonił mi polski telefon.

Dzień dobry, nazywam się Taki I Taki, dzwonię z programu eko-gmina ... stru tu tu tu, miesiąc temu przesłaliśmy Państwu ...
Przepraszam ... przepraszam .... przepraszam, udaje mi się w końcu przerwać słowotok, przepraszam, nie mieszkam w Polsce.
A kiedy planuje Pani powrót?
Nie planuję.
O.

Niunia była na kontroli u onkologa. Jest w porządku, następna wizyta za miesiąc. Złapałam rodziców akurat w drodze do domu, więc przy okazji zobaczyłam Malinkę, jedną z Dziewczynek, która ma coraz dłuższe białe wąsy. Tam gorąco, u nas też piękny wieczór, wracamy z Lidla, dolinki we mgle, góry dryfują nad horyzontem. Jem pierwsze truskawki w tym roku, nic to, że hiszpańskie. A potem Nietykalni (1987) z Costnerem i Connerym, oraz z kotem na kolanach.

Sean Connery nie żyje, teraz sobie uświadomiłam. I dlaczego? Przecież to był młody człowiek!

poniedziałek, 13 kwietnia 2020

118. Śmigus Dyngus.

Od wczoraj wieczór przez całą noc, aż do wczesnego poranka wiał sztormowy wiatr, który kołysał mnie do snu. Jedyna upierdliwość polegała na kocich rozkminach: uwaga wchodzę, uwaga wychodzę, jeść, brzydka pogoda mamo. Oczywiście, gdy w końcu na dobre się pobudziliśmy, Ryszard poszedł spać wielce kontenty, że zwolniliśmy mu  j e g o  łóżko.

Z rana krzątając się po kuchni słuchamy instrumentalnej muzyki. Najpierw  The Time Możdżera/Danielssona/Fresco (2006), płytę sprezentowaną Fredowi wiele lat temu dziwna kuzynka ze strony mamy, której pewnie nie poznam, potem Live On Air Holendrów z grupy Focus (2011). Wymiatam wszystko ze swojego talerza, a małżonek robi sobie Jajecznicę Z Tego Co Znalazłem W Lodówce. Później jajecznica trochę stygnie, bo się przytulamy i upewniamy, że jesteśmy tu gdzie chcemy. Nie martwię się. Czuję się kochana. Zapomnieliśmy o dyngusie. Zapomniałam też o porannym śnie w który zapadłam już po tym, jak nakarmiłam kota i wstałam po raz drugi 5 minut później, żeby go wypuścić, bo mammoooo, nie mieszczę sie w uchylonym oknie. W tym śnie wróciłam do pracy w szkole — tym razem to miało być twórcze, sensowne. Nie wiem co, bo obudził mnie rześki, sztormowy powiew, ale to był miły sen. Podobnie jak miły jest ten szary poranek, który powoli przeobraził się w słoneczne popołudnie. Teść zadzwonił z informacją, że zdrowotnie jest lepiej. 

Zapomniałam jeszcze o jednej rzeczy — obiecałam sobie rozliczyć piti pitu. Trochę zapomniałam, a trochę nie. Wiedziałam, że tego nie zrobię już gdy zaczynaliśmy oglądać Tańczącego z Wilkami Costnera (1990). Cztery godziny seansu przedzieliliśmy obiadem z deserem. Oczywiste było, że nie przerwę sobie tych przyjemności podatkami. Siedzę z mokrymi włosami, słuchamy pyty I Ching (1992), i zakładam, że po zrobieniu herbaty przejrzę papiery i przygotuję się mentalnie z tym całym szitem na jutro. A film nic a nic się nie zestarzał.