Od rana walczyłam z małą akuratnisią siedzącą w środku Świechny. Wzięłam dzisiaj wolne, żeby towarzyszyć Kochanemu u lekarza, ale tydzień temu coś tam bąknęłam pod nosem, że jeśli rano wszystko pójdzie sprawnie, pojawię się w Jamie po południu. Oczywiście łeb sobie zapamiętał i zamartwiał się bzdurami. Gdy się okazało, że wizyta odbyła się o czasie, wbrew akuratnisi wysłałam wiadomość, żeby na mnie nie czekali. Przywitaliśmy się z Justiną, która dla nas przerwała swoje bardzo ważne rzeczy, po czem zamiast wracać do pracy, chodu na miasto stołeczne.
Zaparkowaliśmy pod Merrion Square i zaczęliśmy zmierzać w kierunku Dawson Street. Po drodze kupiłam mężowi kaszkiet Mucros Weavers, w miejsce gołębiego Wigensa zgubionego kiedyś tam hen na lotnisku. Skoro Dawson st, to Hodges Figgis, Tower Records i Caffè Nero.
W pierwszym miejscu są oczywiście wszystkie książki, w drugim wszystkie płyty, minęliśmy też wielkanocnego zajączko-króliczka ;)
Na pierwszym zdjęciu notatniki holenderskiej firmy Blanks. Najpierw myślałam, że to używane książki i rzeczywiście, okładki są stare, za to w środku czyściutkie kartki wszyte w te stare okładki. Pomysł ciekawy, ale mam ambiwalentne odczucia — szkoda mi tego, co było.
Wracając do porannej wizyty: profesor B przywitał nas, pokazał skany i powiedział, że nic to. Wyniki są dobre, następna wizyta na jesieni.
Gdy przed drugą w końcu zajechaliśmy do Drołdy (kiwałam się na boki i zapadałam w zadowolone mikrosny), wszyscy już dawno opuścili Jamę. I bardzo dobrze, o to się rozchodziło. Przygotowałam kosze na jutro, wykasowałam głupie emilki, przeczytałam ważne emilki, wydrukowałam parę papierów, zadzwoniłam do szefowej, w końcu z nudów wybrałam się z biura do Biura, po jeden świstek papieru, który był tylko pretekstem do spaceru przez stare, brudne miasto, które lubię. Dzięki spacerowi odkryłam, że niedługo na miejscu znikniętej burgerowni (żalu brak) otworzy się duża suszarnia. Szefowa zdybała mnie na ulicy, zaprosiła do siebie, rozmawiałyśmy o potencjalnym transferze mojej osoby do innych usług. Po drodze jest mnóstwo niewiadomych, więc to tylko niezobowiązujący zapis wymiany myśli, oddechu nie wstrzymuję.
W domu obiad, telefony, telefony (rozmawiałam z mamą, Kochany zadzwonił do świekry z dobrą nowiną zdrowotną oraz do kuzyna, żeby go w końcu poinformować, że jesteśmy zbyt omotani rzeczywistością i na ślub nie przylecimy) oraz oglądanie filmu na dvd: Chłopi (2023).









