![]() |
| Aliści, trzęsak. |
środa, 27 grudnia 2023
1472. Świąteczne ostatki.
czwartek, 31 sierpnia 2023
1354. Swojsko.
Zadziwiająco mocno spałam. Kiedy otworzyłam oko Fred już siedział obok, ubrany, zaczytany w sieci i z kubkiem pierwszej kawy z dripa. Tatko wrócił ze sklepu, nakarmił trzodę i pojechał jeszcze raz; specjalnie po to, żeby kupić dla nas swojskiej kaszanki.
piątek, 16 czerwca 2023
1278. Praca intelektualna nie znosi pośpiechu,
drodzy moi. W każdym razie tak twierdzi dr Pierzasta i wiem, że ma rację. Przed spotkaniem bardzo się stresuję, a po spotkaniu myślę sobie: dam radę. Ale to wieczorem, od szóstej czasu polskiego. Wcześniej byłam w pracy, pokręciłam się też po mieście, zaszłam do B&B po muffinkę truskawkową, więc już znam łysego chłopaka, który do niedawna baristował w Coście, a teraz jest tutaj, prawdopodobnie na miejsce Martaszki (rzucił robotę w poniedziałek, zaczął pracować we wtorek, i słusznie; znamy tę samą menadżerkę, więc nie musimy sobie wzajemnie tłumaczyć). Po obiedzie Kochany wskoczył do łóżka i razem z kotem przespał burzowe popołudnie (padało i temperatura spadła, ale i tak nic się nie chce), a ja tymczasem, jak wspomniałam, nasiadówka seminaryjna. Później rozmawiałam z mamą (Lucjan jednak nie może mieszkać w domu, bo napiernicza się z innymi kotami; trudno, dostał ofertę, nie dał rady ze swoją osobowością, coś jak u ludzi), trochę tłumaczyłam akty urodzenia/ślubu/zgonu z rosyjskich bazgrołów ręcznych na niebazgroły angielskie (po nudnym przerzucaniu tekstu z programu do programu rozumiem 20-40%, w zależności od poziomu bazgrolenia) i ogólnie wietrzyłam umysł po stresie.
środa, 7 czerwca 2023
1269. Ogarniam się.
O poranku wszyscy byliśmy lekko rozmiękczeni. Fredowi też niewiele się chciało, a Ryszard stał na środku Kuchniosalonu jak nieszczęście i musiałam go zanieść do miski, żeby zaczął spożywać. Ojadłam się kanapek z truskawkami i ruszyłam do pracy na dziewiątą trzydzieści.
Po powrocie (Fred wywiózł mnie z miasta, wcześniej byliśmy na kawie w Czarnej) na oparciu krzesła zastałam śliczny płaszcz Ganta, dwustronny (w kolorze szarym i ciemnogranatowym), dla mojej osoby. Będzie na jesienną Polskę.
Była dłuższa pogadanka z rodzicami. Najpierw zadzwoniłam z zapytaniem do mamy, czy by nie miała ochoty wybrać się na wyprzedaż porcelany po Krzysztofie w Wałbrzychu. Od słowa do słowa zaczęliśmy rozmawiać o nowym kocie, oficjalnie Miauczysławie, ale całym czarnym z żółtymi ślepiami, więc jak dla mnie Lucjan. Lucjan będzie kastrowany w piątek. Niefart ... w związku z tym wyprawa po dobra Krzysztofa pewnie nie zaistnieje. Z kota przerzuciliśmy się na genealogię i tutaj włączył się tatko. Chcąc nie chcąc (ale bardziej chcąc) otworzyłam drzewo i dopisałam kilka nazwisk oraz spędziłam nad tym więcej czasu niż należało. Ale ogarniam się już. Chyba. Na to wygląda.












