Piątek
Ze wsi do wsi, z mgły do mgły. Rano wyruszyłam najpierw do miasteczka, odpękać swoje trzy godziny, po czym od razu poszłam w kierunku dworca, żeby wsiąść w autobus do lotniska. Tak w ogóle to miałam szczęście do krótkich rozmów z nieznajomymi. W autobusie porannym zapoznałam się z Sofiją, młodziutką Ukrainką, którą obserwowałam już od jakiego czasu, bo dojeżdżamy o tej samej porze (odezwała się pierwsza, po swojemu, bo się jej kiedyś wydało, że mówię jej językiem ... pewnie słyszała mały fragment mojej rozmowy z Kochanym; dziewczyna z Zaporoża). W autobusie popołudniowym z kolei zaczepił mnie jakiś Paddy, który jechał do T2, żeby stamtąd wylecieć na wieczór kawalerski do Liverpoolu. Sześć, żegna się ze mną Paddy, i oczywiście życzy mi dobrze. A później na lotnisku, w kolejce do obiadu stał za mną John Keely, pan z ochrony. No czy ja mam na głowie napisane, że trzeba mnie wesprzeć duchowo? Życzenia dobrego obiadu, oraz wszystkiego. Potem machamy do siebie z Fredem, on wędruje po płycie lotniska, ja podskakuję w kolejce przed gatem. Lot bez wydarzeń na miejscu 6E; widok na Breslau opatulony mgłą.
Zasypiam tuż po północy, w łóżku w którym wczoraj spał Kochany (mama mi oświadcza, że nie zmieniała pościeli; słusznie).
Sobota
Pół dnia skwaszone przeżywaniem, a jak przyszło co do czego, katastrofa intelektualno-pamięciowa. Jestem pewna, że moje wyjście na plus (w które jeszcze nie wierzę) zawdzięczam wstawiennictwu dr Pierzastej, która potwierdziła, że ta oto osoba naprawdę napisała tę oto pracę, oraz że zazwyczaj wie, jak się nazywa. Wstyd straszny, mogłabym się schować pod kamieniem, ale w sumie zdane, więc jednak nie. Na dyplomie 4,5.
A to kanie od Stefy:
Wyszłam do bramki. Przywitałyśmy się, opowiedziała mi o swoim ataku serca i że musi chodzić, więc teraz roznosi paru "dobrym ludziom" grzyby, które zbiera. Kiwam głową, choć prawdę powiedziawszy, robi to od lat — na starym blogu taki tekst (29/09/2012):
przygarnia porzucone psykoty sąsiadów bardziej ją lubią niż swoich właścicieligrzyby chyba też wolą, żeby to ona je zauważyławięc zbiera, zbiera i zbiera...wieczorem idzie do sąsiadów,którzy też przygarniają porzucone psy,z reklamówką kań i maślaków
Czyli nie chodzi o atak serca. Chwilę z nią rozmawiałam, że przyleciałam na egzamin i że mamy z mężem kota (dowiedziałam się, że Magda też ma dwa koty; wcale nie jestem zdziwiona). Przy okazji Filemon do nas dołączył, kolejny jegomość podkarmiany przez tatę:
Pogoda mokra, ciepła, piękna (mi pasuje, no) ...
O zmroku wyszliśmy z tatkiem przespacerować Maksia. Obejrzałam Cztery wesela i pogrzeb (1994), z zaciekawieniem jak go odbiorę po latach (nadal najbardziej podoba się mi wątek gejowski).
Teraz, kilka godzin po, czuję, że zdałam i mam mnóstwo czasu na wszystko inne. Mój bobrze, jak super!