Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sacks. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sacks. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 lutego 2021

420. Nowy trick.

Nad ranem kulimy się obok siebie w łóżeczku, przytulamy i popychamy, trącamy dupkami i ciągniemy kołdrę w różne strony. Poniedziałek skończyłam lekturą Halucynacji, byłam tak podekscytowana tematyką, że w ciemności nadal nawijałam o książce mężowi. Fred podzielił się przed snem wspomnieniem swojej własnej jazdy, gdy głodny, przepracowany jechał warszawskim tramwajem i zdało mu się, że pasażerowie śpiewają na głosy badziewną piosenkę Maanamu.

W temacie Bestii dość spokojnie, z rana warstwa śniegu na trawniku, niemrawy opad, ale zimno. Do sąsiadki z lewego krańca przyjechała lekarka zakutana jak mumia, zastanawialiśmy się oboje z Fredem czy to przypadkiem nie jest szczepienie domowe.

Dostałam kolejny telefon od radosnej Katriny. Doszły do niej papiery z gardy, jeśli nie wydarzy się nic dziwnego po drodze, zaczynam pracę za dwa tygodnie, od poniedziałku.

Wcześnie dziś zjedliśmy obiad (piersi kurczaka we włosko wyglądającej marynacie) i Fred już po trzeciej wyjechał do Swords. Zauważyłam, że gdy go nie ma w domu Rysiu uskutecznia świeżo nabytą umiejętność — otwiera najniższą szufladę w sypialni i wyciąga z niej męskie skarpetki zrolowane w pączki.

Po początkowym przymierzaniu się do wyboru odcinka przygód sprytnego Belga, skupiłam się na lekturze Sacksa (postanowiłam go dzisiaj konsekwentnie doczytać do końca). Pomiędzy rozdziałami Halucynacji rozmawiałam pół godziny z Luś, która ryje do egzaminu, i ma swoje negatywne przemyślenia o żonie Dżi. Luś leczy tarczycę, w końcu ją zdiagnozowano i wszystko idzie ku lepszemu. Lektura skończona. Fred właśnie zadzwonił, że zmierza w kierunku domu.

piątek, 29 stycznia 2021

409. Dobrze i źle.

Dzień obfitujący w zmiany nastroju. Najprawdopodobniej dostałam się do programu i mam szansę na pracę, niewielką na razie, ale rozwijającą w sensownym kierunku — trzeba najpierw przemielić papiery, co czeka mnie w przyszłym tygodniu. Oczywiście pochwaliłam się mamie i otrzymałam w zamian historyjki różne, np. o tym, że w zeszły piątek mama obudziła się o 1:30 i sądziła, że to już szósta pięć rano, więc pora zbierać się do pracy. Na froncie kocim niestety mniej zabawnie. Wprawdzie Mruczuś wychodzi z niezidentyfikowanej łomotaniny obronną łapą (je i nie zamierza na razie umierać), ale dzisiaj rodzice wrócili od weta z informacjami na temat Niuni. Z Berlina przyszły wyniki histo-badania usuniętego oka, i niestety klinika onkologiczna się kłania (nie jest daleko, jeśli szukać pozytywów). Niunię nic nie boli, zdjęto jej już kołnierz.

Wieczorem dla rozrywki Sprawa włoskiego arystokraty (1993), piąty sezon pewnie będę oglądała chronologicznie. Sporo czasu upłynęło mi na próbach rezerwacji biletów lotniczych i zapłacenia za nie voucherem — efekt nagłej, optymistycznej decyzji. Zmarnowałam na to z godzinę, bo voucher nie działał. Okazało się finalnie, że chodziło o ogonek w nazwisku. Mamy rezerwację, zobaczymy czy da się ją zrealizować, po szarpaninie ze stroną internetową Ryanaira nagle dopadły mnie wątpliwości. Przypomniała mi się dzisiejsza czytanka Halucynacji — po kilkudniowej przerwie skończyłam rozdział szósty, w którym autor rozmawiał o technicznych aspektach filozofii analitycznej z pająkiem, który siedział na ścianie w jego kuchni i odpowiadał mu głosem Bertranda Russella.

czwartek, 21 stycznia 2021

401. Dzień Babci.

Spacer na plażę był (najpierw z Rysiem kółeczko po osiedlu, bo jakżeby inaczej — koci ogon jak sztandar uniesiony wysoko powiewał dumnie). Złożyliśmy babci Mani życzenia z okazji Dnia Babci. Ojedliśmy się obiadem jak bąki. Dzisiaj języki, dużo języków, krótki, aczkolwiek chłodny wypad do miasta po jedzonko, i rozpoczęłam lekturę Hallucinations Sacksa (Picador, 2013), pierwszy rozdział o syndromie Charlesa Benneta.

W ciągu dnia małżonek składał także życzenia Usz, oraz rozmawialiśmy telefonicznie z Aś, która podejrzewa, że miała już wiadomą chorobę. Akuratnież po nowym roku miała objawy, czyli mielibyśmy bliski kontakt. Oh, well. To byłby prawie tak zaskakujący news jak to, że Joe Biden jest skoligacony z Mieszkiem I. Nic nam, Fred kaszle od lat dziesięciu. A teraz kichaniem przywołuje mnie do łóżka — jutro wcześnie rano wyrusza do Dundrum, tym razem do prawdziwej pracy.