Dzień obfitujący w zmiany nastroju. Najprawdopodobniej dostałam się do programu i mam szansę na pracę, niewielką na razie, ale rozwijającą w sensownym kierunku — trzeba najpierw przemielić papiery, co czeka mnie w przyszłym tygodniu. Oczywiście pochwaliłam się mamie i otrzymałam w zamian historyjki różne, np. o tym, że w zeszły piątek mama obudziła się o 1:30 i sądziła, że to już szósta pięć rano, więc pora zbierać się do pracy. Na froncie kocim niestety mniej zabawnie. Wprawdzie Mruczuś wychodzi z niezidentyfikowanej łomotaniny obronną łapą (je i nie zamierza na razie umierać), ale dzisiaj rodzice wrócili od weta z informacjami na temat Niuni. Z Berlina przyszły wyniki histo-badania usuniętego oka, i niestety klinika onkologiczna się kłania (nie jest daleko, jeśli szukać pozytywów). Niunię nic nie boli, zdjęto jej już kołnierz.
Wieczorem dla rozrywki Sprawa włoskiego arystokraty (1993), piąty sezon pewnie będę oglądała chronologicznie. Sporo czasu upłynęło mi na próbach rezerwacji biletów lotniczych i zapłacenia za nie voucherem — efekt nagłej, optymistycznej decyzji. Zmarnowałam na to z godzinę, bo voucher nie działał. Okazało się finalnie, że chodziło o ogonek w nazwisku. Mamy rezerwację, zobaczymy czy da się ją zrealizować, po szarpaninie ze stroną internetową Ryanaira nagle dopadły mnie wątpliwości. Przypomniała mi się dzisiejsza czytanka Halucynacji — po kilkudniowej przerwie skończyłam rozdział szósty, w którym autor rozmawiał o technicznych aspektach filozofii analitycznej z pająkiem, który siedział na ścianie w jego kuchni i odpowiadał mu głosem Bertranda Russella.
Zarezerwowałaś lot? Uuu... bardzo optymistycznie, bardzo.
OdpowiedzUsuńTak, więc trzymaj za nas kciuki :)
Usuń