Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spis powszechny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spis powszechny. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 kwietnia 2022

845. W poszukiwaniu kopa.

Mary od spisu przyszła jak zapowiedziała, akurat myłam zęby, wyszłam do niej ze szczoteczką do zębów w ustach. Prawda czasów, prawda.

Czy to przez pogodę? Wieje jak w Irlandii. Nie mogę się ogarnąć do południa, a gdy zaczynam oglądać vloga Gosi o bezsensownych herbatach, do głowy przychodzi mi klapnąć w łóżku obok Rysia (bo kot już tam jest, zaleguje godzinami, czyli może obiektywnie pogoda, a nie osobiste stetryczenie?). Fred wyjechał rano do pracy i jestem w domu sama ze swoim niedorobieniem spowodowanym nie wiadomo czym (starością, hormonami, podróżą sprzed dwóch dni, wahaniami ciśnienia, do wyboru, do koloru). Robię herbatę, zapominam o niej i robię drugą kawę. Więc mam herbatę i drugą kawę oraz stan osiołkowi w żłoby dano. Wiem, że to mi mija, jak znajdę sobie jakąś ekscytację umysłową, ale co by tu ...?
___
edit 21:45 Lepiej już dzisiaj nie będzie, próbowałam, ale nic z tego. Zastanawiam się gdzie posialiśmy teczkę Freda z różnymi jego dokumentami ze szkoły, chyba została w mieszkaniu teściów. Mnóstwo zdjęć czeka na zdigitalizowanie, to ogrom pracy, jeszcze jej nie zaczęłam, poprzeglądałam tylko co nieco, zanurzyłam się w przeszłości, podumałam. Katlin zaszła nam powiedzieć, że zmarła siostra Thomasa, Kochany zmęczony, ja rozmiękczona, pora wygaszać niedzielę. Obejrzeliśmy dwa ostatnie odcinki Czarnej żmii IV, zabawne, ale finalnie minorowe. Oczywiście za późno jest na mycie włosów (o tym też zapomniałam). No to ziew, pora pod prysznic i spać.

sobota, 9 kwietnia 2022

844. W domu.

Rano, po czterech godzinach snu, taki widoczek roztapiający serduszko:


W lodówce pustki, więc po bezsensownym kręceniu się i wypiciu płynów pobudzających, wybyliśmy na zakupy spożywcze przez Termon, gdzie zjedliśmy śniadanie (a tam mały Ethan z mamą, machałam, gadaliśmy). Umysł mam tak rozmiękczony, że siedząc obok Freda deliberuję np. nad różnicą pomiędzy słowami ciecz i płyn. Prezenty dla sąsiadów nadzorujących Rysia zostały zakupione: dla Katlin porcelanowa etażerka do ciasta, dla Anne zestaw ręcznik + podstawki pod kubki z kocim motywem, dla Anny porcelanowa maselniczka z krówką. Po powrocie do domu słuchamy płyty Defektu Muzgó Lekcja historii (2004) przywiezionej z Polski, potem super składanki Magiel Wagli (2012). Większość soboty towarzyszy mi senność i uczucie, że wróciłam do domu. Pogoda jest zwodnicza — pomimo słoneczka, które zachęciło mnie z rana do natychmiastowego włączenia pralki, przejmujące zimno utrzymuje się przez cały dzień.

Zajrzała do nas kobitka (Mary, jak pamiętam) od spisu powszechnego, nadal nie mieliśmy zrobionych papierów, obiecała, że wpadnie jutro, albo w poniedziałek, więc wykonuję nadludzki wysiłek pozbierania tych paru komórek mózgowych i wypełnienia druku o domu, wykształceniu, językach i in. Jeszcze kiwam palcami stóp przy muzyce i dopijam wodę, ale spanko będzie wcześniej niż później, bo mało zdolna dzisiaj jestem.

środa, 23 marca 2022

827. Chodź, coś ci pokażę.

Poranek-marzenie, bezwietrzny, świeży, jasny, zroszony poranną wilgocią. 

Odwłok po wczorajszym machaniu raczej nie boli, mogę kontynuować ćwiczenia, ostrożnie (korzonki gdzieś tam się odzywają). Kiedy ponad dwadzieścia lat temu ćwiczyłam podobny zestaw, narzekałam co najwyżej na zasapanie ... starzenie się jest dziwnym procesem. Fred wyjechał na zmianę 8 to 5 w Drołdzie. Po króciutkim praniu, śniadaniu, kawie i nakarmieniu ptaffków (zostawiłam wronom dwie kulki tłuszczu i poczekałam, aż po nie przylecą) zachwyciłam się kwitnieniem narcyzów Lucky Number, po czym wybyłam nad morze:



Kot jest w zestawie fotograficznym, bo cały wymarsz przegadałam z tatą i babcią, a po wejściu do domu pokazywałam, co robi Ryszard (znaczy, że śpi). Babcia Mania ma się tak jak zwykle, narzeka na nudę i śmierci koleżanek, ale jeśli ktoś lubi wygłaszać w kółko te same dramatyczne oświadczenia eschatologiczne, to i tak wybaczam mu, gdy jest około dziewięćdziesiątki (czyli większość musi poczekać, teraz tylko nudzi).

Po południu przyszła Mary od spisu powszechnego i wręczyła mi pliczek papieru, który będzie zabierany w kwietniu. Spis powszechny jest obowiązkowy, będziemy w nastroju, wypełnimy.

Chodź, coś ci pokażę, mówi Fred po powrocie z pracy. Kartofle już się gotują, zaraz wrzucę na patelnię kurzy biust, na razie idę zaciekawiona za Kochanym, a on z samochodu wyciąga doniczkę z picea pungens glauca. Świerk dorasta do 20 m, nie wiem czy Fred to przemyślał. Poza tym ... gdy miałam 6 lat zgubiłam długopis, do dzisiaj mi smutno jak o tym pomyślę, więc tłumaczę mężowi moje stany umysłowe: ten dom jest dla nas za mały, opuścimy go, a ja nadaję imiona drzewom; co powiem świerkowi, gdy będziemy wyjeżdżać? Tak to wygląda. Jednakowoż mąż mówi mi w kuchni przed obiadem, że i tak mnie kocha, a drzewom powiem, że są już dorosłe. Po zwerbalizowaniu o co mi się rozchodzi, poczułam się lepiej. Tymczasem na razie wyprowadza się pralka, Fred już ją wysunął i poodłączał, mamy nadzieję, że dostawa nowej będzie jutro bez łaski i wielogodzinnego oczekiwania. Do snu Blackadder 4.4.

niedziela, 4 kwietnia 2021

474. Niedziela wielkanocna.

Obudził mnie budzik o siódmej, potem telefon od mamy. Jeszcze w szlafroku potowarzyszyłam rodzince w Polsce przy ich śniadaniu świątecznym gotując jajka (widzę, że atlas ptaków był naprawdę trafionym prezentem bezokazyjnym). Oboje z Fredem dopiero po wypiciu herbaty i kawy siedliśmy do jedzenia. 

W tle Brygada Kryzys, Cosmopolis (1992). Po kolejnej kawie Fred zadzwonił do swojej mamy z życzeniami, udało się nawet nie wejść zbyt ostro na wrażliwy temat szczepionek. Zalogowałam się na stronie spisu powszechnego (moja mama spisała dzisiaj całą rodzinę), żeby sobie to odhaczyć (prawdę powiedziawszy, najbardziej mnie interesowało zaznaczenie bezwyznaniowości). Potem ubrani bardzo aligancko poszliśmy z kotem na spacer, a następnie ruszyliśmy w trasę. Zawrócono nas z drogi do Oldbridge, więc Ramparts:



Żurek na obiad i Pierwsza płyta One Million Bulgarians (2004) — nowa fala z Rzeszowa, słaba, ale sama musiałam to odkryć. Po obiedzie wszyscy domownicy (razem z kotem) psią. Było to psianie bardzo radosne, spałam i jednocześnie czułam, że jestem szczęśliwa. Przez sen pomyślała mi się myśl, że któregoś dnia nas już nie będzie, a na świecie dalej będą takie popołudnia. Trzeba korzystać póki czas. Skończyłam drzemać gdzieś po szóstej, zmotywowałam Freda do spisu, porozmawiałam z Lusiem. Z Fredem obejrzeliśmy Purpurową różę z Kairu (1985), po raz kolejny ciepło myślę o Mii Farrow jako aktorce, czytam o Vanie Johnsonie i metalowej płytce w jego głowie.