Mary od spisu przyszła jak zapowiedziała, akurat myłam zęby, wyszłam do niej ze szczoteczką do zębów w ustach. Prawda czasów, prawda.
Czy to przez pogodę? Wieje jak w Irlandii. Nie mogę się ogarnąć do południa, a gdy zaczynam oglądać vloga Gosi o bezsensownych herbatach, do głowy przychodzi mi klapnąć w łóżku obok Rysia (bo kot już tam jest, zaleguje godzinami, czyli może obiektywnie pogoda, a nie osobiste stetryczenie?). Fred wyjechał rano do pracy i jestem w domu sama ze swoim niedorobieniem spowodowanym nie wiadomo czym (starością, hormonami, podróżą sprzed dwóch dni, wahaniami ciśnienia, do wyboru, do koloru). Robię herbatę, zapominam o niej i robię drugą kawę. Więc mam herbatę i drugą kawę oraz stan osiołkowi w żłoby dano. Wiem, że to mi mija, jak znajdę sobie jakąś ekscytację umysłową, ale co by tu ...?
___
edit 21:45 Lepiej już dzisiaj nie będzie, próbowałam, ale nic z tego. Zastanawiam się gdzie posialiśmy teczkę Freda z różnymi jego dokumentami ze szkoły, chyba została w mieszkaniu teściów. Mnóstwo zdjęć czeka na zdigitalizowanie, to ogrom pracy, jeszcze jej nie zaczęłam, poprzeglądałam tylko co nieco, zanurzyłam się w przeszłości, podumałam. Katlin zaszła nam powiedzieć, że zmarła siostra Thomasa, Kochany zmęczony, ja rozmiękczona, pora wygaszać niedzielę. Obejrzeliśmy dwa ostatnie odcinki Czarnej żmii IV, zabawne, ale finalnie minorowe. Oczywiście za późno jest na mycie włosów (o tym też zapomniałam). No to ziew, pora pod prysznic i spać.







