W lodówce pustki, więc po bezsensownym kręceniu się i wypiciu płynów pobudzających, wybyliśmy na zakupy spożywcze przez Termon, gdzie zjedliśmy śniadanie (a tam mały Ethan z mamą, machałam, gadaliśmy). Umysł mam tak rozmiękczony, że siedząc obok Freda deliberuję np. nad różnicą pomiędzy słowami ciecz i płyn. Prezenty dla sąsiadów nadzorujących Rysia zostały zakupione: dla Katlin porcelanowa etażerka do ciasta, dla Anne zestaw ręcznik + podstawki pod kubki z kocim motywem, dla Anny porcelanowa maselniczka z krówką. Po powrocie do domu słuchamy płyty Defektu Muzgó Lekcja historii (2004) przywiezionej z Polski, potem super składanki Magiel Wagli (2012). Większość soboty towarzyszy mi senność i uczucie, że wróciłam do domu. Pogoda jest zwodnicza — pomimo słoneczka, które zachęciło mnie z rana do natychmiastowego włączenia pralki, przejmujące zimno utrzymuje się przez cały dzień.
Zajrzała do nas kobitka (Mary, jak pamiętam) od spisu powszechnego, nadal nie mieliśmy zrobionych papierów, obiecała, że wpadnie jutro, albo w poniedziałek, więc wykonuję nadludzki wysiłek pozbierania tych paru komórek mózgowych i wypełnienia druku o domu, wykształceniu, językach i in. Jeszcze kiwam palcami stóp przy muzyce i dopijam wodę, ale spanko będzie wcześniej niż później, bo mało zdolna dzisiaj jestem.

Nie macie możliwości spisania się przez Internet? W Polsce była.
OdpowiedzUsuńTutaj nie było :)
UsuńPhi, cyfrowi zacofańcy :D
Usuń