Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielkanoc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielkanoc. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 kwietnia 2026

2301. Moje święta ...

... są kulturowe, obchodzę je w określony sposób, gdy są obok ludzie z którymi obchodziłam je wcześniej w ten sposób. Poza taką sytuacją nie doskwiera mi brak tradycyjnej celebracji. Oczywiście, miło byłoby zjeść śniadanie z rodzicami, albo z Kochanym zrobić sobie świąteczny talerz pseudoświęconki. Ale mąż od rana w pracy. Do rodziców zadzwoniłam zaraz po przebudzeniu, zastałam ich przy konsumpcji jaj; rozmowa z mamą natchnęła mnie chęcią dalszego zgłębiania genealogii (wczoraj mama specjalnie zajrzała na cmentarz w Tcy i przesłała mi fotkę). W czasie śniadania dokańczam oglądać The Other Bennet Sister (2026). Dwa razy padał grad.

Po powrocie męża do domu dwie dłuższe rozmowy, ze świekrą i ze Stu, który po wizycie u mamy przeznacza resztę dłuegiego weekendu na odpoczynek. 

Wieczorem Kochany z poważną mina bierze się za gotowanie żuru. Mania wkłada ogon do gorącej herbaty.

niedziela, 20 kwietnia 2025

1950-1951. Szał świętowania.

Sobota
Bardzo późno poszłam wczoraj spać, albo raczej dzisiaj, bo brałam prysznic już po północy. Wszystko przez to, że pośród wielu nieprzydatnych umiejętności AI natknęłam się na przynajmniej jedną przydatną: chatGPT fajnie wypełnia luki pomiędzy trudnymi do odcyfrowania bazgrołami, a to znaczy, że sprawniej tłumaczy rosyjski pisany ręcznie od zwykłego tłumacza Google. Oczywiście, nadal zmyśla, ale razem szybciej odcyfrowujemy dokumenty.

Poza tym dzień raczej o niczym. Kochany wyjechał do pracy, gdy spałam. Nie miałam planu przygotowywania się do wyjazdu przed jego powrotem (najpierw obiad, histeria później). Po czwartej długo stałam pod prysznicem, orzeźwiło mnie to. 

Zaczęłam czytać zbiór opowiadań z biblioteki, które od dobrych kilku dni mam na czytniku. Little Birds Anaïs Nin traktuję jako ciekawostkę.

Kochany wrócił, nawinęliśmy makaron na widelce. Z Ka&Jot byliśmy umówieni dopiero na dziewiątą. Tak też nam wyszło, kilka minut po dziewiątej przywitanie z przyjaciółmi, przywitanie z Piesełem, dzieciaki już w piżamkach, więc tylko im pomachałam. Krótkie przypomnienie, gdzie co jest, i zaraz sami poszliśmy spać w pokoju Damhnaica.

Niedziela
Przyjaciele wyjeżdżali o drugiej w nocy. Nie słyszałam, obudziłam się dopiero dwie godziny później, chyba zmęczona ciepłem. Kochany zaczynał pracę przed dziewiątą, dopiero wtedy wygrackałam się z łóżka. Zrobiłam sobie herbatę, zadzwoniłam do rodziców z życzeniami (byli już pełni śniadania) i zaczęłam dzień (ze szlafroka wskoczyłam w nowiutkie kaszmirkowe spodnie i noszony już kilka dni T-shirt z Siekierą, oczywiście po inspekcji a la Big Lebowsky). Była krótka rozmowa internetowa z Celtem; próbowałam obejrzeć Netflixową ekranizację Rebeki (2020), ale znudziłam się chwilę po przybyciu nowej pani de Winter do Manderley; testowałam bigos, a po południu postanowiłam dać Netflixowie szansę jeszcze raz i na chybił trafił wybrałam do oglądania The Outrun (2024) z Saoirsą Ronan. Bardzo ciekawy.

Pieseł nie sprawiał kłopotu, głównie drzemał. Ożywił się po powrocie męża do domu. Zjedliśmy solidną porcję żurku, rozmawialiśmy telefonicznie ze świekrą (padło pytanie, kiedy nas zobaczy; zobaczymy), potem Fred wziął prysznic i jeszcze raz obejrzeliśmy The Outrun (nie planowałam oglądać ponownie, ale towarzyszenie pojawiło się naturalnie). Skończyliśmy niedawno; Pieseł ekspresowo zjadł drugą porcję karmy podekscytowany perspektywą wieczornego spaceru po osiedlu; przed chwilą oboje, mąż i Pieseł, zniknęli w ciemności za rogiem. 

niedziela, 31 marca 2024

1566. Świętując jedzenie.

Filmu Lankosza jednak nie dokończyłam oglądać (coś mi zgrzytało).

Śniadanie, spacer z tatą i Maksiem, oraz spacer z tatą na cmentarz. Genealogia. Obiad, spacer z mamą leśną drogą. Drzemka. Fred przekazał mi pozdrowienia od wszystkich z którymi rozmawiał. Kolacja; binge watching Co ludzie powiedzą; składam się z sałatki jarzynowej, bigosu i herbaty. Oczywiście, czas przedstawiony na letni (czyli zupełne pomieszanie).




***

I marzec, myk!

niedziela, 9 kwietnia 2023

1210. Spokój.

Obudziło mnie zimno — z powodu sierściucha okno było otwarte, a pogoda się nam dzisiaj całkiem skiepściła. Zrobiłam sobie herbatę, wymieszałam pomidory z mozzarellą i gzik z rzodkiewką, zagotowałam jajka, wyrzuciłam do śmieci niedorobione guacamole (kłamliwe awokado było niedojrzałe). Do tego na talerzu pokrojona papryka i kabanosy. Zadzwoniłam do rodziców, którzy byli już po śniadaniu i zdali mi raport ze zdrowia oraz pogody. Fred wstał przed dziesiątą, zrobiłam mu kawę, włączyłam Voo Voo z kobietami (2003), po dziesiątej zabraliśmy się za śniadanko, potem za drugą kawę i jogurt z granolą na deser. Fred zadzwonił do moich rodziców oraz do swojej mamy, która akurat pieszo wędrowała po Wawie od córki do syna. I tak się poturlała ta leniwa niedziela. Obejrzeliśmy odcinek Sherlocka, 3.01 (2014), taki sobie, trochę za szybki, albo to ja zwalniam. Fred przy punkowych dźwiękach wyprasował sterty ubrań, ja poszłam na długą drzemkę regeneracyjną. Po późnym obiedzie obejrzeliśmy też pierwszy odcinek Nocy i dni (klasyka, lubię, chociaż mnie przygnębia). Jeszcze Gosi ze Szkocji haul zakupowy i to by było na tyle. Mało się dzisiaj ruszałam, więc kilka przysiadów i po niedzieli.

niedziela, 17 kwietnia 2022

852. Burrro.

Ptaszki zaczęły nadawać punkt piąta, więc zapowiadało się nieźle, nic z tego nie wyszło, szaro, w drugiej części dnia zaczęło mżyć. Fred wyszykował się na dziewiątą do pracy, zadzwoniłam do domu z życzeniami świątecznymi, gadamy sobie trochę, w trakcie małżonek musiał wyjść. Jeszcze dwa razy miałam telefony od rodziców. Tata demonstrował jaka ładna jest u nich pogoda i przekazał kocie zmartwienia (Niunia i Maciuś tajemniczo niedomagają), mama wirtualnie wędrowała po cmentarzach, chciała mi powiedzieć, że zapaliła znicz u teścia. Kochany zadzwonił do swojej mamy, gdy wrócił z pracy. To tyle z kontaktów rodzinnych, sumarycznie długich i pozytywnych. Z rodziną dobrze mi się rozmawiało, poza tym faktem nie mam z siebie dzisiaj żadnego pożytku.

Ach, jeszcze: Ojciec chrzestny III (1990) trzyma poziom dwóch pierwszych części, chociaż główny bohater niesłusznie traci na psychopatyczności. Oboje dostrzegliśmy tę niespójność, ale nie zepsuło nam to przyjemności, było o czym rozmawiać. Poza tym dobre aktorstwo, rzadkie w Holiłódzie. W trakcie Rysiu przyszedł się osuszyć z deszczu i poprzytulać, więc część filmu spędzam międląc kocie uszy i smyrając mruczące burrito po nastawionym nosie.

niedziela, 4 kwietnia 2021

474. Niedziela wielkanocna.

Obudził mnie budzik o siódmej, potem telefon od mamy. Jeszcze w szlafroku potowarzyszyłam rodzince w Polsce przy ich śniadaniu świątecznym gotując jajka (widzę, że atlas ptaków był naprawdę trafionym prezentem bezokazyjnym). Oboje z Fredem dopiero po wypiciu herbaty i kawy siedliśmy do jedzenia. 

W tle Brygada Kryzys, Cosmopolis (1992). Po kolejnej kawie Fred zadzwonił do swojej mamy z życzeniami, udało się nawet nie wejść zbyt ostro na wrażliwy temat szczepionek. Zalogowałam się na stronie spisu powszechnego (moja mama spisała dzisiaj całą rodzinę), żeby sobie to odhaczyć (prawdę powiedziawszy, najbardziej mnie interesowało zaznaczenie bezwyznaniowości). Potem ubrani bardzo aligancko poszliśmy z kotem na spacer, a następnie ruszyliśmy w trasę. Zawrócono nas z drogi do Oldbridge, więc Ramparts:



Żurek na obiad i Pierwsza płyta One Million Bulgarians (2004) — nowa fala z Rzeszowa, słaba, ale sama musiałam to odkryć. Po obiedzie wszyscy domownicy (razem z kotem) psią. Było to psianie bardzo radosne, spałam i jednocześnie czułam, że jestem szczęśliwa. Przez sen pomyślała mi się myśl, że któregoś dnia nas już nie będzie, a na świecie dalej będą takie popołudnia. Trzeba korzystać póki czas. Skończyłam drzemać gdzieś po szóstej, zmotywowałam Freda do spisu, porozmawiałam z Lusiem. Z Fredem obejrzeliśmy Purpurową różę z Kairu (1985), po raz kolejny ciepło myślę o Mii Farrow jako aktorce, czytam o Vanie Johnsonie i metalowej płytce w jego głowie.

niedziela, 12 kwietnia 2020

117. Easter time.


Przez cały dzień na zewnątrz utrzymywała się szarość i wilgoć. Zrobiliśmy wielkanocną ucztę nie tylko dla siebie. Znajomy jack russell, który po naszym śniadaniu okazał się cierpliwie czekać na trawniku przed domem, dostał swoją porcję mokrej pedigree pal. Po obiedzie obejrzeliśmy film, który od lat odkładałam, Wielki chłód (1983) Kasdana. Opowiada o spotkaniu dawnych przyjaciół na pogrzebie jednego z nich. Dobrze zagrany, nieźle napisany, Close i Hurt tacy młodzi, że aż miło popatrzeć :). Jak teraz o tym filmie myślę, to bawi mnie, że jego bohaterowie są młodsi ode mnie i już sądzą, że ich życie zostało zdefiniowane. Mam 35 lat, jestem w czarnej dupie i do końca jakoś się trzeba przemęczyć (takie tam drobne 50 lat) wspominając na osłodę jak było super, gdy byłem nastolatkiem. Doprawdy ...

Złożyłam rodzicom życzenia przez messangera, Fred zadzwonił do swoich wieczorem, i tu wieści są mieszane, teść nie czuje się za dobrze, pogorszyło się też u Wu, choć do końca nie wiemy, co to znaczy. Nie widzieliśmy go ponad 6 miesięcy, a ci, którzy odpowiadają teraz za jego zdrowie, nie bardzo mają ogląd całości. Z drugiej strony mam taką refleksję, że ludzie po 2-3 tygodniach lekkej niewygody dobrowolnego zamknięcia w swoim domu piszą w sieci takie brednie, że wszystko opada grawitacyjnie. Wu siedzi w nie swoim domu już piąty miesiąc. Wiadomość o tym, że miał/ma być przewieziony na leczenie potwierdził w kolejnej rozmowie Stu. Kochanemu jest z tym wszystkim ciężko, ja z kolei jakoś lepiej się poczułam, gdy wiadomość potwierdził szwagier — potraktowałam to jak zaklęcie na dobrą zmianę, zaczęłam sobie wizualizować, że Wu już jest w lepszym, bezpieczniejszym dla niego miejscu. Niech z tej sytuacji koronawirusowej, gdy służby są zesrane ze strachu, wyniknie choć jedna dobra rzecz. Ale dość o tym. Dwa dni temu zaczęłam czytać Dwóch panów w łódce nie licząc psa. Wiktoriańskie dykteryjki umilają mi traumę kolejnych rozdziałów Sagi Puszczy Simony. Przez dłużej niż jeden rozdział czytałam je bez świadomości, że Montmorency to pies :E.