Obudził mnie budzik o siódmej, potem telefon od mamy. Jeszcze w szlafroku potowarzyszyłam rodzince w Polsce przy ich śniadaniu świątecznym gotując jajka (widzę, że atlas ptaków był naprawdę trafionym prezentem bezokazyjnym). Oboje z Fredem dopiero po wypiciu herbaty i kawy siedliśmy do jedzenia.
W tle Brygada Kryzys, Cosmopolis (1992). Po kolejnej kawie Fred zadzwonił do swojej mamy z życzeniami, udało się nawet nie wejść zbyt ostro na wrażliwy temat szczepionek. Zalogowałam się na stronie spisu powszechnego (moja mama spisała dzisiaj całą rodzinę), żeby sobie to odhaczyć (prawdę powiedziawszy, najbardziej mnie interesowało zaznaczenie bezwyznaniowości). Potem ubrani bardzo aligancko poszliśmy z kotem na spacer, a następnie ruszyliśmy w trasę. Zawrócono nas z drogi do Oldbridge, więc Ramparts:
Żurek na obiad i Pierwsza płyta One Million Bulgarians (2004) — nowa fala z Rzeszowa, słaba, ale sama musiałam to odkryć. Po obiedzie wszyscy domownicy (razem z kotem) psią. Było to psianie bardzo radosne, spałam i jednocześnie czułam, że jestem szczęśliwa. Przez sen pomyślała mi się myśl, że któregoś dnia nas już nie będzie, a na świecie dalej będą takie popołudnia. Trzeba korzystać póki czas. Skończyłam drzemać gdzieś po szóstej, zmotywowałam Freda do spisu, porozmawiałam z Lusiem. Z Fredem obejrzeliśmy Purpurową różę z Kairu (1985), po raz kolejny ciepło myślę o Mii Farrow jako aktorce, czytam o Vanie Johnsonie i metalowej płytce w jego głowie.




Też już odwaliłem ten wpis. W kwestii wyznania wystarczyła mi opcja "nie chcę odpowiadać na to pytanie".
OdpowiedzUsuńMoi rodzice tak się odhaczyli. Ja jestem w nastroju, żeby inspirować ;) Dobrze się już czujesz po perturbacjach jajecznych?
UsuńTe perturbacje to nie było nic groźnego. Tyle że apetyt mi odebrały do wieczora, tak że babka na obiad zjadła pięć pierogów, a ja jednego i już to uznałem za sukces :) Ale po 21 pierwszej było już OK.
Usuń