Poranek-marzenie, bezwietrzny, świeży, jasny, zroszony poranną wilgocią.
Odwłok po wczorajszym machaniu raczej nie boli, mogę kontynuować ćwiczenia, ostrożnie (korzonki gdzieś tam się odzywają). Kiedy ponad dwadzieścia lat temu ćwiczyłam podobny zestaw, narzekałam co najwyżej na zasapanie ... starzenie się jest dziwnym procesem. Fred wyjechał na zmianę 8 to 5 w Drołdzie. Po króciutkim praniu, śniadaniu, kawie i nakarmieniu ptaffków (zostawiłam wronom dwie kulki tłuszczu i poczekałam, aż po nie przylecą) zachwyciłam się kwitnieniem narcyzów Lucky Number, po czym wybyłam nad morze:
Kot jest w zestawie fotograficznym, bo cały wymarsz przegadałam z tatą i babcią, a po wejściu do domu pokazywałam, co robi Ryszard (znaczy, że śpi). Babcia Mania ma się tak jak zwykle, narzeka na nudę i śmierci koleżanek, ale jeśli ktoś lubi wygłaszać w kółko te same dramatyczne oświadczenia eschatologiczne, to i tak wybaczam mu, gdy jest około dziewięćdziesiątki (czyli większość musi poczekać, teraz tylko nudzi).
Po południu przyszła Mary od spisu powszechnego i wręczyła mi pliczek papieru, który będzie zabierany w kwietniu. Spis powszechny jest obowiązkowy, będziemy w nastroju, wypełnimy.
Chodź, coś ci pokażę, mówi Fred po powrocie z pracy. Kartofle już się gotują, zaraz wrzucę na patelnię kurzy biust, na razie idę zaciekawiona za Kochanym, a on z samochodu wyciąga doniczkę z picea pungens glauca. Świerk dorasta do 20 m, nie wiem czy Fred to przemyślał. Poza tym ... gdy miałam 6 lat zgubiłam długopis, do dzisiaj mi smutno jak o tym pomyślę, więc tłumaczę mężowi moje stany umysłowe: ten dom jest dla nas za mały, opuścimy go, a ja nadaję imiona drzewom; co powiem świerkowi, gdy będziemy wyjeżdżać? Tak to wygląda. Jednakowoż mąż mówi mi w kuchni przed obiadem, że i tak mnie kocha, a drzewom powiem, że są już dorosłe. Po zwerbalizowaniu o co mi się rozchodzi, poczułam się lepiej. Tymczasem na razie wyprowadza się pralka, Fred już ją wysunął i poodłączał, mamy nadzieję, że dostawa nowej będzie jutro bez łaski i wielogodzinnego oczekiwania. Do snu Blackadder 4.4.



A na Mazurach sucho. Krokusy pod blokiem wyglądają na zakurzone.
OdpowiedzUsuńU nas chyba nigdy nie jest sucho aż tak ... no może po wielu tygodniach bezdeszczowego lata.
Usuń