Pojechaliśmy na zakupy, w tym do polskiego sklepu, a po nich przeszliśmy się zobaczyć, która restauracje są otwarte, skoro już mogą (nie wydaliśmy centa na parking, dobra dusza, która już się stamtąd zwijała, oddała nam swój bilet, starczyło na półtorej godziny lambadziarstwa po mieście). Nie zawiodło nas Il Forno, posiedzieliśmy półtorej godziny nad brushettą, fusilli z kurczakiem i brokułem i Fredową kawą. Jeszcze, gdy wracaliśmy przez Drołdę do parkingu, temperatura w uliczkach średniowiecznego miasta była znośna, ale dokładnie gdy pakowaliśmy się do samochodu powiał mroźny wiatr. Coś paskudnego. Dobrze się stało, że pod czerwone dżinsy przywiezione z Północnej w październiku (miały dzisiaj swoją inaugurację) założyłam barchanowe rajtki. W restauracji było przemiło, cieplutko, w tle grały już świąteczne kawałki (jak Fairytale of New York The Pogues i War Is Over Lennona).
piątek, 4 grudnia 2020
353. Ziiimnooo.
___
Wiatr skandalicznie wyje nam nad głowami. Znalazłam w sieci coś, co chciałabym miłemu kupić w prezencie z okazji zwycięstwa słońca. Pokazałam mu, wybrał sobie kolor, zakupy zrobię, gdy trochę juro się mi przeleje w następnym tygodniu. Tymczasem małżonek poświęca wieczór na zapoznawanie się z nowym iphonem, jest z tym trochę zamieszania. Uważam dzień za zamknięty — jestem tak napchana restauracyjnym obiadem, że już chyba nie wcisnę resztek, które wzięłam na wynos. Masaż stóp, coś poczytam lub obejrzę jakieś vlogi i lulu. Zimno mnie zużyło.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



U mnie też mocno wiało chłodem. Aż wyciągnąłem z szafy grubą kamizelkę, bo w samej koszulce nie da się chodzić.
OdpowiedzUsuńMężowskiemu chcę właśnie kupić wełnianą kamizelkę, to jest tutaj bardzo przydatna rzecz :)
UsuńEee... wełnianą to powinnaś sama mu zrobić na drutach :)
UsuńW świecie w którym robiłabym to, co powinnam, być może tak by właśnie było :)
Usuń