Strony

środa, 23 grudnia 2020

372. Drobny upominek i dobry obiad.

Po południu zapukała do nas Anna z wizytą prezentową, dostaliśmy szalik i rękawiczki (moje pierwsze z Primarka) i skarpety z Dunnesa (dla Freda) oraz śliczną kartkę (na zdjęciu, obok mojego prezentu kubkowego od męża):

Jedyną dłuższą pracą jakiej się dzisiaj oddałam było prasowanie ręczników, pościeli i kilkudziesięciu innych detali, które od kilku tygodni zagracały tapczan czekając na swoją kolej. Miałam przy tym jak zwykle ochotę na niewymagający intelektualnie film, ale wytrzymałam minut 11 ze Świętami w Pemberley (2018), które były zbyt denne nawet na moje skromne, prasowalnicze oczekiwania. Z pomocą przyszedł mi 3.2 odcinek Poirot, Co masz w swoim ogródeczku (1991) i małżonek, który pod koniec zabawiał mnie rozmową o modzie i mechanizmie rozproszonego ja. Mój osobisty masterchef zrobił dzisiaj obiadek złożony z gnocchi i gulaszu z dziczyzny, dzięki któremu włączył się nam w domu na chwilę alarm przeciwpożarowy. Obiad tak mnie napełnił, że to by było na tyle. Miałam ochotę zakopać się w pieleszach i spać (to byłby zresztą dobry plan na cały ten wietrzny i zimny dzień). Fred miał jeszcze jeden pomysł żywieniowy i po ósmej wieczorem zaczął tworzyć śledzie w różowym sosie na jutro. Tym kulinarnym akordem powoli zamykamy dzień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.