Po spacerze od razu wsiedliśmy do samochodu, żeby podjechać do sklepiku w Termon. Mamy coś dla Anny (porcelanowa szopka) i Katlin (portfel z Tipperary Crystals) oraz pomysł na prezent dla jej Majka (szukamy szala). Thomas dostanie polskie słodycze, nie wiemy jeszcze co kupić Majkelowi, mężowi Anne, ale jutro doprecyzujemy pewnie o co nam się rozchodzi, bo wyjeżdżamy przed południem w kierunku Dublina. Oprócz tego Fred kupił mi kubeczek ze zwierzętami przechodzącymi przez most. Gdy wyszliśmy ze sklepiku, był już zmrok i deszcz. Pokrzepia mnie niesamowicie ten nasz timing, gdy robimy wszystko we właściwym czasie, zdążając przed deszczami, sztormami i pandemiami, pokrzepia prawie tak samo jak kamienie, skały i niebo nad nami.
Do sąsiadów przez płot wpadł dzisiaj Santa z prezentami, okrzyki radochy płoszyły wszystkie koty w okolicy. Spróbuję się czymś zmęczyć i i pójść wcześniej spać.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.