Środa skończyła się tak, że siedząc obok siebie w łóżku klikaliśmy na swoich laptopach. Sprawa teściowej rozjaśniła się dopiero dzisiaj — mama Freda miała wypadek w drodze do lekarza, a dziś jeszcze dodatkowe komplikacje, ale rozmawiała przez telefon coraz bardziej ożywiona, nie jest więc źle.
Małżonek umył okna, na każdym widniała od jakiegoś czasu mewia kupa, w związku z czym rozmawialiśmy nawet jak to możliwe i Fred stojąc w korytarzu odziany w swoją uszankę tłumaczył mi kwestię poziomej prędkości początkowej.
Słuchaliśmy Kultu, Tatę Kazika (1993) i Tatę 2 (1996) z tekstami w rodzaju zamyślony marabut w lepkich błotach brodzący ptak, pod wieczór obejrzeliśmy też nowy dokument Sekielskich, Rok we mgle — niby opowiada to, co wiemy, ale pokazuje też jak szybko zapomina się szczegóły, gdy absurd goni absurd. Kot większość dnia zalegał w comie na tapczanie, obrażony na pogodę. Jestem zaskoczona, że to znowu czwartek (wiadomo, co w temacie czwartku pisał Douglas Adams), nie mogę się połapać w tych mijających dniach.
Chyba powinienem wreszcie też obejrzeć któryś film Sekielskich. Ale to dopiero, jak się skończy festiwal Actus Humanus z jego transmisjami. I gdy nowy monitor dostane :)
OdpowiedzUsuńKota doskonale rozumiem.
"Rok we mgle", to dobra robota reporterska, do której Sekielski zdążył nas przyzwyczaić. Tym razem przypomniał i usystematyzował nam to, co zgubiło się w nawale absurdów i bezczelności nierządu. Brakowało mi jednego: Żyje nad Wisłą pewien narodek, który promuje nierząd, a w sprawie pandemii zachowuje się jak furiat podpalający budynek, w którym się znajduje. O narodku Sekielski się nie zająknął.
OdpowiedzUsuń