wiatr próbował się wedrzeć do środka frontowymi drzwiami, spało się nam więc średnio. Środa była mokra i krótka — już gdy Fred wykoncypował obiad ze stekiem i wyniosłam się do sypialni, bo nie przepadam za zapachem duszonego mięsa, przed trzecią po południu w domu panował prawie zupełny mrok. Obok mnie na łóżku kot zniesmaczony pogodą przesypiał ten niespacerowy dzień. Po obiedzie oboje, jak się okazuje, mamy coś nie po kolei, bo prowadziliśmy dziwne rozmowy, np. na temat tego, co by było jakby święta były już w czwartek (nie ma sprawy, w końcu w lodówce mamy uszka i barszczyk).
— À propos świąt, muszę kupić kapustę taką i sraką.
— A jaka to jest kapusta sraka?, pytam się Freda. Gdy się już oboje chichramy, to mnie nawet przemarsz kota przez kuchnię rozśmiesza. Pac pac pac pac. Dzień zakończyliśmy seansem Zostawić Las Vegas (1995), dla mnie film obejrzany zbyt późno, bo ani nie wzrusza, ani nie bawi, jakby to pewnie zrobił był wiele lat temu. Muzyka jest w nim świetna, mydli oczy.
Jakby święta były w ten czwartek, to bym miał na kolację wigilijną ryż z jogurtem :D
OdpowiedzUsuńSuper. Czyli coś do jedzenia będzie.
UsuńSuper pamiętnik, znam określenie taka sraka;) moja babcia tak czasami mówiła, nigdy nie zastanawiałam się od czego to się wzięło to chyba gwarowe. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńZapisywanie dni bardzo mnie cieszy. Taki pamiętnik prowadzę od 10 lat, ale dopiero od roku zapisuję rzeczy codziennie (nawet, gdy nie mam o czym pisać). Pokazywałam mężowi Twój outfit z ostatniego wpisu. Oklaski!
Usuń