Przy śniadaniu Fred zauważył, że mewia kupa, która pojawiła się w święta na szybie w kuchni zniknęła. Dziękujemy. Przez te kilka parszywych dni irlandzcy bogowie przetarli nam nasze witraże. Czasami wystarczy nie robić nic.
Spacer zaczęliśmy od obchodu z kotem, przez jego starą uliczkę (w jednym z zaułków dwóch młodocianych przypalało trawę) i przystanek autobusowy. Po zrobieniu kółeczka Fred dał Rysiowi lunch, a my wskoczyliśmy do samochodu, żeby powędrować do Annagassan. Tutaj spacer trwał nawet krócej, wiatr i drobny deszcz nam nie ułatwiał, za to w drodze powrotnej wjechaliśmy na scenic road, było warto. Pomimo kapryśnej pogody po drodze mijaliśmy mnóstwo ludzi opatulonych i zdeterminowanych do pokonania jakiejś odległości na piechotę, a przy wybrzeżu w arktycznej wodzie trenowało paru kitesurferów.
Po powrocie do domu rozmawiałam z mamą o działce, która jest na sprzedaż w tamtym rejonie (pomarzyć, miła rzecz). Ja też, mówi mama na moje kocham Cię.
Po obiedzie trochę czasu zabrało nam przygotowanie się do wyjazdu, w efekcie do Ka&Jot dojechaliśmy punkt szósta, za to ja byłam w nowym, różowym bereciku, a małżonek chwalił się sweterkiem, który jest cieplutki i śliczny. Zjedliśmy z przyjaciółmi po pysznej pizzy i dostaliśmy wspólny prezent, masażer shiatsu stóp oraz przepiękną kartkę zaprojektowaną przez starszego bobika. Obejrzeliśmy razem Żywot Briana, ja z Fredem drugi raz w tym roku. Noc jest niesamowicie chłodna i przejrzysta, księżyc idzie do pełni. W Dublinie zaszczepiono dzisiaj przeciw covidowi pierwszą osobę w Republice.
Poniżej: scenic route, kartka młodocianego artysty i oglądanie przy herbacie.





Okien mogę w ogóle nie myć, ale jak się na którymś pojawia ptasia kupa (gołębie czasem paskudzą na balkonowe), to sprzątam od razu.
OdpowiedzUsuńMy tak nie mamy. Okno z kupą wychodzi na drogę, widzimy je od rana, po prostu twardzi jesteśmy, zahartowani w swojej umiejętności relaksu.
Usuń