Nasza sobotnia obserwacja dotycząca paproci potwierdza się — Irish Water wystosowała (na razie) zachętę do oszczędzania wody, bo zima była wyjątkowo sucha i niektóre regiony jeszcze przed pełnym sezonem letnim zaczynają odczuwać skutki niedoboru deszczu.
Zrobiliśmy z Dejwem super lunch, (niestety) wszystko smażone, pysznie było ;)
Samochód u mechanika, wracałam do domu autobusem. Z tego powodu miałam okazję spotkać na dworcu Alexa. Nom, coś jest z tym chłopakiem nie tak, umiejętności społeczne mu kuleją; kulały zawsze, ale teraz, wyjęta z kontekstu, wędrująca we własnej chmurze, wyraźniej to zaobserwowałam.
W domu (w ogródku w zasadzie, bo akurat rozmawiał ze szpakami) przywitał mnie mąż, w skarpetkach w geometryczne wzory. Fred zrobił mi obiad na który cierpliwie czekałam nie kiwając ani jednym paluszkiem. Ponownie pysznie. Trzeba kupić płaską baterię do wagi łazienkowej. A na razie zielony, wiosenny sen po obiedzie, potem zamulanie magisterskie. Czekanie na objawienie męczy. Podjarałam się używaniem kalendarza w aplikacji (Teresa mnie dzisiaj zainspirowała). Kot wrócił mokry ze spaceru i dał sobie wytrzeć papierowym ręcznikiem tylne łapki. W pracy byłyśmy zgodne, że to wszystko (życie) za szybko zaiwania do przodu. Znowu zrobiło się za późno na oświecenie. Dobranoc.
Mąż tylko w skarpetkach? :D
OdpowiedzUsuńPod tą powłoczką dekadenckiego Hebiusa jesteś jednak marzycielem 😁
Usuń