Początek dnia taki sam jak wczoraj, tylko bardziej. Zamiast kapania, zdecydowany deszcz. Ryszard wyrwał mnie z głębokiego snu wpół do ósmej szturchając mnie w łokieć. Pomimo aury po obiedzie poszliśmy z Kochanym na spacer, a raczej podjechaliśmy do plaży samochodem ze względu na kocie zapędy, żeby nam wszędzie towarzyszyć. Ryszard poszkodowany nie został, przed wyjazdem w mżawce zrobiliśmy z nim kółko po osiedlu. Idziemy, patrzymy, ciągnie za nami pomimo deszczu, mała, futrzasta łajza. Już przy sklepie, po drugiej stronie ulicy szła rodzina z dziećmi i jedna latorośl rozpoznała kota, a nawet zaczęła wołać Richard! Richard! Richard tylko się obejrzał, nie mam czasu, z rodzicami idę, talk to u later. W zasadzie nie wiadomo kiedy minął dzień, nagle nieodwołalnie zrobiła się dziewiąta wieczorem, a małżonek zorientował się nawet, że jest niedziela i maj. Wszystko jest mokre, to ciepła, bezwietrzna wilgoć. Słońce właśnie zachodzi. Trochę słuchałam Harry'ego Stylesa (łomatkobosko!), trochę Rolling Stonesów, Fred wygrzebał film, który może być odpowiedni na majowy stan umysłu, francuski dramat Nadzwyczajni (2019). Będzie się za chwilę okazywało jak bardzo.
Rysio, lokalny celebryta :)
OdpowiedzUsuńO tak, jest znany, lubiany i cichcem dokarmiany 😊
UsuńRyszard bohater)
OdpowiedzUsuńJest osobowością 😉
Usuń