Znowu wstałam nieco zbyt zmęczona jak na pracę, którą wykonuję. W kieszeni płaszcza taki kamień:
Mąż miał wizytę lekarską, która pierwotnie miała być wizytą po MRI, ale nie była, gdyż MRI się przesunęło na czerwiec. Mimo to wpadliśmy do Beaumonta i utknęliśmy w budynku onkologicznym na prawie dwie godziny.
Pacjentów niewielu, cisza, przez pierwszą godzinę ani oparów po lekarzu, ruchy bardzo wolne i nawet nie zauważam, gdy trzech pacjentów gdzieś znika. Czekaliśmy, to się doczekaliśmy. Po raz pierwszy miałam okazję uścisnąć dłoń prof. Breathnacha, który zna mojego męża dłużej niż ja, i to nawet bardziej od środka. Wizyta była krótka, profesor pokazał nam ct scan z lutego i pocieszył, że on tam nic nie widzi, co by mogło akurat jego zainteresować, poza tym jemu też prawe kolano wysiada (Stu nazwał to potem peselozą). Przy okazji mogłam podziwiać cenne rzeczy, które robią we Fredzie ping na lotniskowych bramkach — małe to nie jest, wygląda na kg złomu, który trzeba było długo skręcać (skręcający zapewne czują dumę, że cyborg nadal działa). Następnym razem mąż uniknie mecyi z zapraszaniem się na audiencję, bo dostał nr telefonu do Pielęgniarki, Która Wie Wszystko. Temat wróci w czerwcu.
Po wizycie próbując się wydostać z północnego Dublina zajechaliśmy do pawilonów w Swords, głównie po to, żeby zjeść obiad w Milano. Bardzo mniam, nie obeszło sie bez bąbelków maczanych w maśle czosnkowym, tym razem zamówiłam pizzę La Reine na cienkim spodzie.
W pawilonach długo nie zabawiliśmy, nie kupiliśmy niczego do ubrania (oj!), i po piątej byliśmy w domu.
Wieczorem Kochany rozmawiał ze Stu, ja tymczasem lamię sobie. Odezwała się Jujka, nie mam siły z nią rozmawiać, ani tym bardziej pisać pracy (zatoki znowu dają mi popalić). Lorejn poinformowała mnie tekstowo, że w piątek Saren pracuje online i nie muszę przyjeżdżać do Centrum, zyskałam więc poczucie, że mam mnóstwo czasu (co oczywiście nie jest prawdą, bo ja zawsze znajdę sobie ciekawe zajęcie, które mi go zużyje). Na-ten-czas, wiem, że zdążę, ale deadline szumi.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.