Thomas miał rację, że pogoda się utrzyma. Ryszard zjadł śniadanie z dokładką i deserem (gdzie to się mieści w tego kota?), wytarzał się na moim klapku ogrodowym i poszedł spać. Kochany miał po południu pracę, ale i tak postanowił mi towarzyszyć w spacerze nad morze:
Wzięłam ze sobą aparat, bateria jeszcze dała radę, ale zachodzę w głowę, gdzie posiałam ładowarkę (z pewnością nie została w Polsce). Po powrocie zrobiłam mężowi obiad, on w tym czasie przeleciał się z kosiarką przed domem, bo był na to czas najwyższy. Potem się wymieniliśmy — gdy Fred zajadał, dokończyłam koszenie na tyłach. Trawa jest ciężka, kosiarka ciągle się zapychała, czego się jednak nie robi dla sąsiadów — ucieszyliśmy kosa, bo zaraz przyleciał sobie pogdakać, ale pierwsze i tak były lokalne szpaki z szarą dzieciarnią.
Po wyjeździe męża mitrężę i prokrastynuję. Do niechcianej analizy artykułu zabieram się dopiero teraz, z solówką Rory'ego Gallaghera w głowie (Walk on Hot Coals). Przed chwilą zaskoczyła mnie wiadomość o kolejnej śmierci wybitnego aktora. Przeglądając stronę Filmu Polskiego zauważyłam, że umarł Trela. Coś mnie ominęło, jak to? Kiedy? Ano dziś zwinął się i Romek.
Obaj wiekowi, to nie ma co się dziwić. I tak pożyli sporo ponad średnią, przynajmniej Gogolewski.
OdpowiedzUsuńNie dziwię się, zapisuję po prostu.
UsuńTrela był jednym z moich ulubieńców. Szkoda.
OdpowiedzUsuńCiekawa jestem jak z czasem będziemy patrzyli na wybitność aktorów naszego pokolenia 😊
UsuńZ naszego to możemy nie mieć okazji popatrzeć, bo nie wiadomo, kto kogo przeżyje :)
Usuń@Dariuszu, w zdaniu jest założenie, że przeżyjemy. Jest oczywiste, że jak nie przeżyjemy, to nie będzie problemu oceny :)
Usuń