Noc minęła bardzo spokojnie (nawet nie kaszlałam za dużo), dzień rozpoczęłam blogiem Vincenta Briggsa i vlogoweenami Gosi. Plan jest taki, że przebieram pościel, idę do apteki, pakuję się, idę na spacer do lasu, myję włosy, powoli ogarniam przestrzeń. Maksiu towarzyszy mi odkąd mama wyjechała do pracy.
___
edit 12:50 Lista w realizacji ... w aptece nie kupiłam wszystkiego, co chciałam, za to pani sprzedająca wydawała się bardzo dobrze mnie pamiętać, chociaż widujemy się raz na kilka lat. Ze spaceru grzybobrańczego przyniosłam trochę podgrzybków, maślaków i tylko dwa rydze (widać, że wczoraj z mamą wykosiłyśmy równo), włączył mi się łowca nagrody, poza tym zauważyłam, że na wolnym powietrzu mniej pokasłuję. Włosy umyte bez asysty fryzjera zamieniają się w dzikie pióra, jak lubię (fryzjerzy nakładają specyfiki, żeby wszystko było uplaskane, taki trend z ukłonem w kierunku ludzi mających trzy włosy na krzyż). Od czasu do czasu męczy mnie katar i myśl z tyłu głowy, że w czwartek mam spotkanie z promotorką. Na obiad będzie chińszczyzna (od której w zeszłym tygodniu zaczęło się moje chorowanie), indyk z bambusem i grzybami moon makaron z kurczakiem, tylko tym razem dowieziony do domu.
___
edit 20:45 samolot opóźniony, ale ludzie i tak już stoją. Babcia powiedziała pa pa.
poniedziałek, 10 października 2022
1029. Przygotowania i podróż.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Słuchając dzisiaj "Rakiety" pomyślałem o Tobie i Wolandzie :)
OdpowiedzUsuńhttps://www.youtube.com/watch?v=9c7vANyKgpo
Dziękuję @Dariuszu za Twoje wspomnienie o nas. Muzyki słuchasz interesującej ;)
Usuń