Fred miał pracę, po dziesiątej wybył z domu. Niedziela bez właściwości, częściowo szara i deszczowa. Zrobiłam pranie, rozmawiałam chwilę z rodzicami (nadal smarkają; pokazałam im jak Rysio ładnie śpi znudzony pogodą; tatko narzekał, że nikt się go nie słucha ... mama się nie leczy, babcia nie chce jeść). Wczesne popołudnie zaczęłam 15.4 odcinkiem Midsomer z Sinéad Cusack. Rozłożyłam matę, ćwiczyłam z pół godziny. Obiad tylko dla mnie (kot wyszedł na spacer dopiero po piątej, bo pogoda się nieco poprawiła, i wrócił przestraszony, gdy akurat stałam pod prysznicem ... cholerne fajerwerki przed Halloween to ostatnio plaga). Przygotowałam emilek do wysłania jutro. Czytam. Zastanawiam się czy czekać na Kochanego, czy uderzyć w kimono.
Aaa... Wczoraj ktoś nam wrzucił petardę na klatkę schodową. Był huk, że wszyscy sąsiedzi wylegli na schody. Nie pomyślałem, że to może być powiązane z Halloween.
OdpowiedzUsuńMnie się tak wydaje, że to w związku z Halloween, bo słyszę hałasy od powrotu z Polski, a Halloween to u nas atrakcja.
Usuń