Zerwałam się dzisiaj wcześnie i chociaż miałam dzień wolny pojechałam rano do miasta, żeby dostać referencje i zeskanować papiery w jednym pliku. Przy okazji spaceru do Bootsa przystanęłam przy kawiarni Martaszki, która twierdziła, że spotkało ją coś strasznego, ale nie chciała wchodzić w szczegóły. Cóż, kupiłam u niej kawę.
Rzeka piękna w pełnym przypływie, na niej kaczuszki i czajki. Gdy byłam już pod domem, przywitała mnie Amber, która chciała się wygłaskać. Z każdą godziną rozjaśniała się przedpołudniowa szarówka i dzień robił się bardziej niż znośny. Po południu zaakceptowano moje papiery i od jutra mam nowy kontrakt. Sympatycznie, parę centów do przodu piechotą nie chodzi, szczególnie, że zauważyłam na końcie podwójną wypłatę i mnie paluszki zaswędziały, żeby nakupić kwiatów (nieoczekiwanie przypomniało mi się, że jesień, czyli można w końcu ciekawe cebule nabyć drogą pocztową). I tak cztery rodzaje narcyzów: Bella Vista (x10), Delnashaugh (x10), podwójny Rip van Winkle (x10) i maleńkie Golden Bells (x20), oraz dwa rodzaje oryginalnych tulipanów: Little Princess (x10) i Queensland (x10). No i czy ja mam rozum? Gdzie ja to posadzę?
Jeszcze, gdy byłam rano w Centrum, tatko zadzwonił z wiadomością, że jutro babcia Mania będzie miała wizytę domową lekarza (chociaż nie chce). Ciekawe, co lekarz powie i czy wyśle babcię do szpitala (dla niej to by była straszna krzywda i katastrofa).
Po wyjeździe Freda na późną zmianę zajęłam się sobą. Szachowy odcinek Midsomer Murders, 15.5 (przerywam sobie, żeby sprawdzić, jak się robi suflet serowy), skakanie na wirtualne skakance i praca magisterska. To ostatnie mnie zmęczyło, nie idzie, muszę pilnie porozmawiać z promotorką. A teraz przez skakanie boli mnie duży palec w lewej stopie.
Bym się za wiele po wizycie lekarza nie spodziewał. Chyba, że to jakiś doświadczony geriatra albo młodzik, któremu jeszcze zależy i się bardzo stara.
OdpowiedzUsuńTeż nie mam złudzeń. Sama sugerowałam rodzicom lekarza, ale to bardziej na zasadzie, żeby mieć poczucie zrobienia ile się da.
UsuńTrzymam kciuki za Twoją babcię. I za rodziców. Opiekowałam się moją mamą z Alzheimerem do jej śmierci, ostatnie miesiące była leżąca i poza wszelkim zasięgiem. Dobrze, że zasugerowałaś rodzicom lekarza, też bym nie miała złudzeń, ale świadomość, że się robi, co można pomaga.
OdpowiedzUsuń@FleurdeLys, rodzice nie chcą wszczynać konflików, więc z lekarzem zwlekali. Ale dla nas wszystkich jest jasne, że trudno liczyć na poprawę. Tak jak pisałam wcześniej, babcia kilka tygodni temu nagle, w ciągu jednego dnia przestała chodzić. Siły jej uciekają, jest niewidoma, je tylko, gdy ją tata namówi (a i to już niewiele daje). Chce umrzeć w domu. Zobaczymy czy uda się jej ten plan zrealizować.
Usuń