Poranek późno zaczęty, przez okno w kuchni widać mgłę morską opadającą na wieś. Miałam zamiar pracować nad tekstem mgr, oczywiście trudno się mi było skupić, po zaledwie godzinie zerkania w statystykę łeb cisnął tak, że postanowiłam pójść po kawę nad morze. Fred się dołączył i zamiast galopu samotniczego, było spokojne wędrowanie z Kochanym za rączkę, z podskakiwaniem i tulaniem od czasu do czasu.
Siedliśmy we wsiowej kawiarence przy flat white (a ja dodatkowo przy cieście marchewkowym), potem zrobiliśmy kółko przez plażę i osiedle domków. Po powrocie jeszcze chwilę grzebałam w ogródeczku, głównie wyrywałam chwasty, żeby mi nie odpyskiwały jak już dorosną. Ryszard się uaktywnił, trochę słuchał mojej rozmowy z Anną, potem postanowił medytować.
Kochany w tym czasie rozwiesił pranie i z listą zakupów spożywczych pojechał do miasta. Kiedy wrócił, oświadczył, że nasze przekonanie o dniu pochmurnym było błędne. W gruncie rzeczy cały czas wieś stała we mgle, tylko mniej intensywnej (kilka km na północ świeciło słońce), intensywność powróciła pod wieczór, gdy jedliśmy późny obiad. Najedzeni słuchamy muzyki różnej, trochę Bad Seeds, trochę janokantowych melodii Piwnicy Pod Baranami.


Taka mgła pewnie dobrze robi roślinom i zastępuje deszcz. U mnie (na Mazurach) mama zaczęła podlewać ogródek żeby cokolwiek urosło.
OdpowiedzUsuń@Dariusz, lubię mgłę, najczęściej oznacza, że nie wieje wiatr i nawet przyjemnie jest w niej spacerować :)
UsuńRyszard I Kontemplujący.
OdpowiedzUsuńJego Królewska Mość.
Cudny!
@FrauBe, Ryszard jest kotem bardzo mądrym i rozważnym. Życie go nauczyło nie robić głupich rzeczy ;)
UsuńMiau! ^_^
Usuń♥ ♥ ♥ ♥ ♥
Usuń