Strony

środa, 17 maja 2023

1248. Bezplanowo.

Kochany wrócił do domu wczesnym rankiem, przytulił się i zasnął. Następna pobudka była o szóstej: rozwinęłam się z kokilki, poczytałam blogi, zjadłam śniadanie i wyszłam na przystanek (załapałam się na dziwowisko jak to lokalne szpaki goniły wronę i odpuściły dopiero naokoło naszego domu). W pracy byłam do drugiej, Fred już wstał, umówiliśmy się na nabrzeżu w środku miasta, ponieważ znienacka powstał pomysł pojechania na północ i kupienia prezentu urodzinowego dla Jot. Jak postanowiliśmy, tak zrobiliśmy (zdążyłam zajrzeć do Watersonesa po podręcznik do gramatyki języka irlandzkiego i urodzinową kartkę z kotem w swetrze dla pewnego 80-latka). Przejechaliśmy z Kochanym góry i doliny, żeby na końcu tej podróży zjawić się w sklepie Aś i nabyć u niej jedwabny szal. Do tego spasowaliśmy wazon na kwiaty w innym sklepie (małżonek wypatrzył w nim kubek z Ojcem Jackiem, który też sprezentował, tym razem sam sobie). Zadowoleni niesamowicie z tak gładko toczących się spraw zaszliśmy do Carlingford Arms, żeby zjeść obiad. Gdy skończyliśmy Aś właśnie wychodziła z pracy, chwilę z nią poczatowaliśmy, po czym poszliśmy na molo, włala:

Jeszcze zajechaliśmy do domu Aś na pięć minut, tylko po to, aby odebrać dary, które dostaliśmy od niej, ponieważ jesteśmy fajni (czarny T-shirt z wroną i jaja od szczęśliwych kur). A to znajoma, włala:

Bezpośrednio przed wizytą u przyjaciół wstąpiliśmy do Tesco po bukiet kwiatów dla Jot (do pary z nowym wazonem), przy okazji wpadł nam do koszyka irlandzki film An Cailín Ciúin (2022), który od jakiegoś czasu chcę obejrzeć (a teraz dodatkowo ciekawie będzie go słuchać). I tak to ...

... nawet śpiewane było happy birthday. Opiliśmy się kawy/herbaty i po dziewiątej w końcu wróciłam do domu po 12 godzinach chodzenia w tym samym T-shircie. Nowy ulubiony kubek męża zostanie okazany innym razem. Nici z popołudniowej dłubaniny intelektualnej, bo nadaję się już tylko do snu. Pogoda nienachalna, gdybyż się taka utrzymała przez kilka następnych dni, można by zaplanować sobotnie wyjście gdzieś. Ale jak widać, bez planów też idzie nam bardzo sprawnie.
___
edit 23:45 Mąż nalega, żeby napisać, co następuje: rano wstał i się zastanawiał, co to ma za siniak na policzku, bo nie pamięta w co przydzwonił. A to go żona pocałowała i szminkę mu na policzku zostawiła. Taka jest szczwana.

4 komentarze:

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.