Nie mogłam zasnąć, ale gdy już przyszło co do czego (pewnie ok. drugiej w nocy) spało się mi dobrze. Dopiero po dziesiątej zebrałam się do tego, co zamierzałam. Kochany miał wyjazd na popołudnie. Wcześniej obgadaliśmy funkcjonowania tego świata, oraz rozłożyliśmy dodatkową suszarkę, którą Fred kupił, gdy był jeszcze bardzo chory — niespodziewanie odkrył ją podczas kompulsywnego sprzątania śmieci na szafie z ubraniami (przeleżała w oryginalnym opakowaniu kilka lat, god loves it). Do tatki zadzwoniłam. Zadowolony, miał zadania do odhaczenia (ubrać się ładnie, pojechać po mamę).
Praca powolna, sprawdzanie źródeł, wypisywanie cytatów, znajdowanie baboli myślowych w interpretacji statystyki (jeden duży babol, jak mogłam go wcześniej nie zauważyć!). Wieczorem zaczęłam oglądać Wiśniowy sad (1972), ale odechciało się mi po 1/3. Nie ten dzień. Dla odmiany, rozmowa z mamą tylko mnie wkurzyła (nie wkurzać się!). Ryszard większość piątku łazikował (nie padało, pewnie dlatego), a potem prześladował wielkiego pająka i trzeba było go ratować (pająka owego). Ogólnie not too bad, could be better.
Suszarka... Co mi przypomina, że powinienem iść na strych pranie zebrać, przynajmniej tę część z drobiazgiem (bo pościel to i do następnego prania może wisieć i się wietrzyć). Jak to dobrze mieć strych!
OdpowiedzUsuń@Dariusz, strych jest nie do przecenienia, można na nim suszyć pranie oraz przechowywać stare numery Tygodnika Powszechnego i Świata Młodych, graty meblowe, zwłoki, czajniki elektryczne, zepsute, ale może jeszcze jest nadzieja. Piękna sprawa. My nie posiadamy. Mamy coś jakby poddasze, ale w nim tylko zbiornik na wodę. Mało miejsca, więc ledwo zwłoki się zmieszczą w liczbie skromnej.
Usuń