Truskawki kupione przez męża (pyszne, chociaż pewnie lekko mnie uczulają). W pracy nowiny (Luiza jednak nie przeprowadza się do Somerset, bardzo smutna dla niej sytuacja; dla mnie trochę też). Kochany przywozi mnie do domu i dalej szoruje podłogę w kuchni, potem robi obiad i do końca pakuje walizki. Początkowo założenie było takie, że jedzie na lotnisko na noc (wylot ma bardzo wcześnie, za wcześnie, żeby zdążyć naszym pierwszym wioskowym autobusem), ale gadu gadu i jest plan: o brzasku Katlin podwiezie go do Drołdy. W dużym bagażu Kochany spakował już moje buty na góry (powstaje więc zobowiązanie, żeby ich użyć). Wiemy też, kiedy jedziemy do Nowej Aleksandrii (świekra poinformowała nas u kogo mamy szukać kluczy do mieszkania). Rozmowa z mamą była (grafik środy oraz mglisty grafik całego pobytu dziecków w Kraju Przodków zapodany). Mąż odpina szelki od spodni ...
Oby pogoda dopisała na te góry.
OdpowiedzUsuń@Dariusz, się zobaczy. Mam nadzieję na 2-3 dni.
UsuńA co na to Ryszard?
OdpowiedzUsuń@Agniecha, ma focha na ojca. I zarezerwowanego cat sittera na dwa tygodnie mojej nieobecności.
UsuńStanowczo jestem przebiegła: nie mam górskiego obuwia. Nie ma butów - nie ma zobowiązań! ;-)
OdpowiedzUsuń@FrauBe, a ja lubię zmęczenie tego typu. Bez histerii oczywiście - niczego nie zdobywam i nigdzie nie biegnę :)
UsuńUdanej wyprawy!
OdpowiedzUsuń@MaB, kiedy przyjdzie czas, miejmy nadzieję, że będzie udana, dziękuję :)
Usuń