Spałam do dziewiątej, jakbym chciała uciec od myśli o regresji liniowej i zbliżającej się a koniecznej zmianie pracy. Kot był bardzo grzeczny, nic a nic nie harcował (w kuchni nie ma śladu po walce z gigantycznym pająkiem, który wczoraj znowu mnie wystraszył; wątpię by pokój został zawarty, raczej kątnik wykazał się roztropnością, co mnie wcale nie dziwi, bo to duży pająk, zapewne z bogatym doświadczeniem życiowym). Zmitrężyłam sporo czasu na nie wiadomo czym (trochę wiadomo: oglądałam komentarze Midasa do Szopki dla reportera).
Zanim jeszcze Kochany pojawił się w domu, kurier przyniósł paczkę dla Freda, a w niej sandały dr Martensa, fajna rzecz. Miły wyjechał z hotelu przed południem, pojawił się w domu przed piątą ciągnąc za sobą zmianę pogody i morską mgłę. Przyjechał z bukietem róż, mięciutką marynarką w kolorze kawy z mlekiem dla moi (Majestic Filatures, znowu) oraz nowym czajnikiem dla nas obojga (Tefal nieco bajerancki). Teraz (choć nie tylko w rocznicę) sobie mogę klikać w czajnik i się go pytać o temperaturę.
A jeśli chodzi o ucieczkę od myśli, labilna jestem. Raz się mi zdaje, że sobie poradzę, a raz, że nie. Teraz przeważa myśl, że tak (młody przesłał mi wyliczenia, dochtórka potwierdziła spotkanie na poniedziałek), ale jest jak w kalejdoskopie.
6 lat.
Rocznica czego?
OdpowiedzUsuńObchodzimy różne ważne rocznice, w maju mamy rocznicę zobaczenia się na własne oczy, we wrześniu rocznicę ślubu, w marcu rocznicę zaręczyn, a w sierpniu rocznicę zostania parą.
UsuńDziękuję.
UsuńGratuluję rocznicy. Nie ma to jak praktyczne prezenty. :)
OdpowiedzUsuń@MaB, dziękuję bardzo :)
UsuńAleż proszę. 😀
Usuń