Wracałam do domu z myślą, że zaraz zasiadam do laptopa i kupuję bilet powrotny z wakacji. Jakby mnie gdzieś tam usłyszeli, gdyż po czwartej otrzymałam maila z informacją, że dziękują mi za aplikację, ale nic z tego. Nie powiem, zrobiło mi się przykro, na kilka sekund (rozmowa o pracę mi nie poszła, tak uważałam, więc nie miałam oczekiwań na wyrost). Będę się tym kiedyś martwiła, ale nie dzisiaj (kupiłam powrót w fotelu obok Freda, cudownie!).
Tak w ogóle, to Kochany znalazł czas, żeby mnie rano podwieźć do pracy, a potem zabawiał Hanę kolejnymi lokalnymi atrakcjami (ok. szóstej oboje wrócili ze zwiedzania neolitycznych grobowców). Obróciłam się kilka razy wokół własnej osi, zjedliśmy obiad i zrobiło się po siódmej.
Nareszcie skończyłam Babilon Nowaka/Obirka (Agora, 2022), częściowo z ulgą, bo temat niespodziewanie mnie zmęczył. W domu cisza, mąż coś tam dłubie w Kuchniosalonie, młodzież pewnie czyta, a mnie dręczy mały głód.
___
23:24 zjadłam Fredową zupę grzybową z razowym makaronem, porozmawialiśmy z młodzieżą (okazuje się, że młodzież zna Miecia) o lekturach, maturach (dzisiaj przecież odpalił polski) i bzdurach. Bardzo mile spędzony wieczór, tylko znowu kołderka nocy przykrótka.
A do kiedy gość gości? Myślałem, że to tylko na długi weekend.
OdpowiedzUsuń@Dariusz, do przyszłego weekendu, może nawet jeszcze zabierzemy się we trójkę gdzieś dalej :)
Usuń