Fred przywiózł gościa jakoś po drugiej, wyrwało mnie to ze snu, ale zdecydowałam, że przywitam się rano. Pomimo tego, że spałam niewiele, dość szybko się obudziłam, Kochany wyjechał na Północ, a ja zajęłam się wprowadzaniem Hany w wiejskie rozrywki. Po śniadaniu wyszłyśmy w kierunku plaży, zatrzymałyśmy się na kawę (gościni była zaskoczona, że w tak małej wsi jest tak profesjonalnie wyglądające miejsce) i obeszłyśmy Głowę; nie zrobiłam zbyt wiele zdjęć, za bardzo byłam skupiona na rozmowie i opisywaniu krajobrazu:
Nastrój zwarzyło mi sąsiedzkie odkrycie. Jeszcze przed wyjściem na spacer zauważyłam, że u Anny jest facet, który naprawiał dziurawą obudowę rynny, a na dachu obok niego kręcą się szpaki. Pomyślałam, że przecież ma rozum i wiedziałby, gdyby w środku było gniazdo. Obudowa została naprawiona, ale po południu nadal widziałam szpaki usiłujące wejść pod rynnę, z robalami w dziobach. Postawiłam na bezpośredniość i zaszłam do Anny, zapytałam ją czy w środku jest gniazdo. Sąsiadka powiedziała mi, że szpaki próbowały je zrobić, na co ja jej, że nie sądzę, bo gniazdo chyba już tam jest, i to z młodymi. Rzeczywiście zresztą, stojąc tak pod domem usłyszałam ich głosy. Anna zmieniła front i stwierdziła, że jutro rano wezwie tego samego gościa, żeby odetkał dziurę, którą naprawił, a ponieważ stało się to zdecydowanie za szybko, sądzę, że od początku wiedziała o całej sytuacji. Myślę też, że jeśli jutro dziura nie zostanie odetkana, więcej się do niej nie odezwę. Postanowione.
Anne wróciła na tydzień, uściskałyśmy się i chwilę rozmawiałyśmy o rzeczach lekkich i zabawnych (jak np. takie, że Hana już poznała białego gamonia, i że kot próbował jej wcisnąć jakoby był moim hojnie dokarmianym ulubieńcem). Nie wnikam w kwestię Majkelową, sama się wyjaśni z czasem.


Pięknie tam u Ciebie! Chciałoby się tam błądzić bez tłoku, bez nadymania się, bez kompleksów.
OdpowiedzUsuń@JKK, rzeczywiście, nie jest to miejsce tłoczne, raczej w sam raz, na tyle, żeby było cywilizowane i kawiarnia mogła się utrzymać :) Dobry zakątek.
Usuń