Strony

niedziela, 12 maja 2024

1608. Powrót z "wakacji".

Pobudka o czwartej, w ciemności za oknem ptasie koncerty. Hana była bardzo spięta, wiadomo, pierwszy raz wyruszała sama z tak dużego lotniska. Po odstawieniu Nastolatki na miejsce, przysiedliśmy jeszcze chwilę u Cloud Pikcer, przy dobrej kawie i ciastkach (o jaki ten rogal z różowym nadzieniem był pysznościowy). Cztery godziny od pobudki pościel była już przebrana i razem z ręcznikami zaczynała się mielić w pralce, Hana siedziała w samolocie, a Kochany wrócił do łóżka, żeby odespać zbyt wczesny poranek. Usiłowałam obejrzeć film na podstawie ostatnio przeczytanej książki le Carré, Murder of Quality z Denholmem Elliottem (1991), ale po godzinie odpadłam ze zmęczenia

Jeszcze wczoraj zastanawiałyśmy się z Haną, co to za dziwne owady siedzą letargicznie na brzegach dwóch donic z przekwitłymi narcyzami. Dzisiaj już wiem: pobzyga cebularz zwana narcyzówką, mucha udająca trzmiela (bo lepiej być trzmielem niż muchą ;)), prawdopodobnie wykończyła mi kilka kwiatów. Całkiem możliwe, że larwy przywiozły się ze sklepu ogrodniczego (może w Bella Vistach?). Postanowiłam wykopać cebule z trzech najbardziej przekwitłych donic i zastanowić się, co z nimi zrobić (nie mogę być do końca pewna, które są zarażone, znalazłam kilka gnijących; za jakiś czas rozdzielę je do świeżej ziemi i będę się na jesieni przyglądała sytuacji — teraz przynajmniej wiem, na co zwracać uwagę).

Pranie pięknie schło w letnim cieple, Fred skosił trawnik, ja po przejściach narcyzowych udałam się na krótkie kimono, po czym przed trzecią zdaliśmy sobie z Kochanym sprawę, że nie mamy nic szczególnego na obiad. Pojechaliśmy do Drołdy (najpierw zapobiegliwie mąż ściągnął pranie), na obiad do CG, a potem na kawę do Czarnej. Już kiedy wychodziliśmy z restauracji padało, a po kawie prawie lało, nad głowami zaś pomrukiwała nam letnia burza. Teraz jest pięknie, mrok, ziemia tak ładnie pachnie.

Opóźniłam przygotowywanie się na jutro jak długo się da, ale w końcu coś tam musiałam sobie ułożyć (a jeszcze więcej odłożyć). Wskoczę wcześniej do łóżka, żeby mentalnie ogarnąć koniec "wakacji".

2 komentarze:

  1. Ta mucha bardzo ładnie się nazywa. U szkodników to chyba norma (przypomniał mi się turkuć podjadek).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dariusz, i wcale nie jest brzydka. Ale nie udało się jej mnie oszukać, bo od początku podejrzewałam, że na trzmiela nie wygląda.

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.