Pobudka o czwartej, w ciemności za oknem ptasie koncerty. Hana była bardzo spięta, wiadomo, pierwszy raz wyruszała sama z tak dużego lotniska. Po odstawieniu Nastolatki na miejsce, przysiedliśmy jeszcze chwilę u Cloud Pikcer, przy dobrej kawie i ciastkach (o jaki ten rogal z różowym nadzieniem był pysznościowy). Cztery godziny od pobudki pościel była już przebrana i razem z ręcznikami zaczynała się mielić w pralce, Hana siedziała w samolocie, a Kochany wrócił do łóżka, żeby odespać zbyt wczesny poranek. Usiłowałam obejrzeć film na podstawie ostatnio przeczytanej książki le Carré, Murder of Quality z Denholmem Elliottem (1991), ale po godzinie odpadłam ze zmęczenia
Jeszcze wczoraj zastanawiałyśmy się z Haną, co to za dziwne owady siedzą letargicznie na brzegach dwóch donic z przekwitłymi narcyzami. Dzisiaj już wiem: pobzyga cebularz zwana narcyzówką, mucha udająca trzmiela (bo lepiej być trzmielem niż muchą ;)), prawdopodobnie wykończyła mi kilka kwiatów. Całkiem możliwe, że larwy przywiozły się ze sklepu ogrodniczego (może w Bella Vistach?). Postanowiłam wykopać cebule z trzech najbardziej przekwitłych donic i zastanowić się, co z nimi zrobić (nie mogę być do końca pewna, które są zarażone, znalazłam kilka gnijących; za jakiś czas rozdzielę je do świeżej ziemi i będę się na jesieni przyglądała sytuacji — teraz przynajmniej wiem, na co zwracać uwagę).
Pranie pięknie schło w letnim cieple, Fred skosił trawnik, ja po przejściach narcyzowych udałam się na krótkie kimono, po czym przed trzecią zdaliśmy sobie z Kochanym sprawę, że nie mamy nic szczególnego na obiad. Pojechaliśmy do Drołdy (najpierw zapobiegliwie mąż ściągnął pranie), na obiad do CG, a potem na kawę do Czarnej. Już kiedy wychodziliśmy z restauracji padało, a po kawie prawie lało, nad głowami zaś pomrukiwała nam letnia burza. Teraz jest pięknie, mrok, ziemia tak ładnie pachnie.
Opóźniłam przygotowywanie się na jutro jak długo się da, ale w końcu coś tam musiałam sobie ułożyć (a jeszcze więcej odłożyć). Wskoczę wcześniej do łóżka, żeby mentalnie ogarnąć koniec "wakacji".
Ta mucha bardzo ładnie się nazywa. U szkodników to chyba norma (przypomniał mi się turkuć podjadek).
OdpowiedzUsuń@Dariusz, i wcale nie jest brzydka. Ale nie udało się jej mnie oszukać, bo od początku podejrzewałam, że na trzmiela nie wygląda.
Usuń