Strony

wtorek, 6 sierpnia 2024

1694. Nieplanowe wolne.

Skontaktowałam się z Szefem, żeby dostać materiały do nowej pracy, którą mam zacząć za dwa tygodnie. W moim grajdołku dotychczasowym wszyscy na wakacjach, o pracy zdalnej ani słychu (jeden z tutorów nie dosłał swoich wyników, więc nie mam czego przeglądać), a przecież nie będę jechała do Centrum i zaprzeczała słowom szefowej, że siedzę i dłubię. Czyli leraks. 

Tak więc po krótkiej rozmowie z Szefem wrzuciłam papiery na tył samochodu (nie będę dzisiaj ich analizowała, o nie) i poszliśmy z Kochanym do CG na obiad. Trochę nas nie było, zapoznaliśmy się z nową kelnerką (Karol jest z São Paulo, mieszka tu od roku; tutejsze lato, to podobno jak zima w Brazylii); nie byłam bardzo głodna i tradycyjnie wzięłam resztki na wynos. Na chwilę zajrzeliśmy do księgarni Waterstones (niczego nie kupiłam; zauważyłam tę samą książkę Hjorth, którą czytam, w wydaniu w miękkiej okładce), potem pojechaliśmy do Costy. 

Po trzeciej byliśmy z powrotem na wsi (w drodze powrotnej rzęsisty deszcz umył naszą Babcię). Dopiero pod wieczór się rozpogodziło. W internetach zerkam na kolarstwo torowe (drużynowy wyścig na dochodzenie kobiet), rzut młotem (wiadomo) i biegi kobiet (finały 400 m i 3 km przez płotki, 200 m). Prawie zapomniałam zajrzeć do Junony.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.