Kochany podwiózł mnie do pracy i pojechał w swoją stronę (oczywiście, z kawą z Czarnej ;)), wcześniej uwinęliśmy się po raz ostatni z Junoną. W Centrum w większości zajmowałam się swoimi sprawami, wróciłam autobusem, nieco sfatygowana nagłym spadkiem poziomu cukru. Samochód Anne już stał przed domem, weszłam do niej na chwilę, powiedzieć, że koteczka była naprawdę bezproblemowa (pomimo zaawansowanego wieku po zabiegu zadziwiająco szybko doszła do siebie), wyszłam, gdy sąsiadka zaczęła snuć wątek o zapłacie za przysługę.
Wykupiłam nam ubezpieczenie podróżne na kolejny rok (w granicach Europy, nie przewiduję dalszych ekskursji); pomachałam Perlistemu przez kamerkę; przejrzałam kilka papierów, bo czwartek zbliża się susami. Ogólnie trochę stresują mnie nadchodzące nowości, trapi lęk przed pustym kontem bankowym. Ale już sza o tym, nie ma co mielić; wracam do książki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.