Strony

niedziela, 18 sierpnia 2024

1706. Pacyfikuję emocje.

Poszłam spać po północy, ale i tak wygramoliłam się z wyrka przed siódmą. O dziewiątej antybiotyk i kropelki dla Junony. Po śniadaniu spacer z Kochanym, nawet miałam taką fantazję, że boso chodziłam (nie wiem, czy nie za bardzo ułańską, bo woda jesiennie chłodna; w drodze powrotnej, pod wpływem mijanych czworonogów, zastanawiamy się jaką poezję pisałyby psy; wrrrr wrrrr hau hau, coś o odrzuconej miłości i o charcicy topiącej się w jeziorze gdzieś pod Mullingar).



Po obiedzie drzemka (wiadomo, niedospanie, poza tym jednak się wychłodziłam); Kochany nadal pracował nad tekstem i rozmawiał nawet w tej sprawie z Perlistym. Kolega mu pomógł, ale osobiste wieści miał nieciekawe, jest akurat w Polsce a dopadły go problemy zdrowotne, był SOR i czarnowidztwo. 

Postanowiłam odłożyć stres związany z nową pracą na później. Wysłałam cv do innej oferty, nawet ciekawej. 

Junona niezmiennie zachwycona Rysiowymi przysmaczkami. Anne wraca jutro (przesłała mi link do informacji, że kot, który kilka miesięcy temu był jakiś czas uwięziony na tylnej ścianie Moorlanda, szuka domu; wiadomo, sugestia, czy to może nie ten kot; faktycznie, ładny rudzielec)

1 komentarz:

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.