Strony

czwartek, 29 sierpnia 2024

1717. W podróży.

Pobudka o 3:30 nie jest moim ulubionym sposobem wstawania. Ale cóż. Lecim.
___

edit 14:40 (czasu lokalnego) lot przebiegł bez większych wydarzeń (poza panem po mojej prawej, grubym i we śnie słaniającym się na swoje lewo); Europę spowijała lekka, szara mgła towarzysząca nam od Wyspy do Polski. Muszę przyznać, że moja głowa nie do końca wiedziała czego oczekiwać w związku z hasłem „będzie bardzo ciepło” i cieszę się, że wzięłam superletnią sukienkę. Z Modlina przejął nas Wu (w swojej uprzejmości przewiózł nas do siostry, po czym wrócił do swoich zajęć; pogoda po wyjściu z samochodu nadal zatyka ciepłem). Komitet powitalny był złożony z Usz oraz czarno-białego kota, którego prawie od razu wymiąchałam.



I oczywiście zaraz jest doświadczenie tego kosmosu, że w mieszkaniu nie ma telewizora, a szwagierka robi Kochanemu kawę z użyciem ręcznego młynka, gdyż ludzie żyją pięknie w różnych miejscach Europy ;)
___
edit 23:30 O jak miło leżeć w łóżku po prysznicu, za oknem szumi Ursynów, przed oknem plumka fontanna dla kotów. Bardzo miło spędziliśmy czas po obiedzie (fasolka po bretońsku z odpowiednią ilością chili, żeby wszyscy byli szczęśliwi), wyszliśmy na miasto, zjedliśmy lody w Stolicy Lodów i Pączków Café, rozmawiałam z mamą pokazując jej ścieżkę którą szliśmy do Anioła. 


Widzieliśmy dzisiaj zające dwa razy, pierwszego w Dublinie (siedział ze słuchami na sztorc pomiędzy samochodami na parkingu lotniskowym), drugiego tutaj (biegł chodnikiem wzdłuż ulicy Stryjeńskich). Po powrocie ze spaceru obejrzeliśmy z Usz dokument o Wodeckim, Lubię wracać tam gdzie byłem (2023), potem bardzo długo rozmawialiśmy o różnościach. 


Za otwartym oknem miejski rwetes.

2 komentarze:

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.