Strony

sobota, 3 sierpnia 2024

1691. Szumy.

Kult nam gra, gdy rano jemy śniadanie (guacamole zrobiłam i ekspresową sałatkę egg & mayo z selerem, oraz jakieś tam różne pomidorkopapryki krojone, trochę kupnego pasztetu). Pomiędzy rozwieszaniem prania i robieniem sobie kawy z aeropresu wzięliśmy się za malowanie szopki. Ostatnio była malowana w czerwcu zeszłego roku, wtedy Ryszard z Bánem nam pomagali :( 

Kolor szopki już nie sage. Okazało się, że zapowiadany kolor spruce green też nie. Wyszło coś brudnociemnego. A potem Fred zepsuł mi nastrój i resztę popołudnia spędziłam na swoich zajęciach. Zgniła wisienką na torcie okazała się zaraza na jabłonkach, zgorzel albo rak, trudno powiedzieć. Podobno powszechne w tym klimacie, na dodatek na tych akurat gatunkach. Elstar poważnie już choruje, nekroza niezauważenie rozlała się niewiele ponad korzeniem, trzy liszaje znalazłam też na golden delicjuszu, nie wiem, czy to jest to samo. Po przykrościach z narcyzami (postanowiłam poddać się i na jesieni resztę uratowanych cebul wysadzić gdziekolwiek nie zastanawiając się więcej, czy to mój ogród czy nie mój) kolejny spory mishap ogrodniczy. Wiem, że ziemia w naszym zakątku kiepska, poza tym taki mamy klimat, ale niemiło bardzo.

Wieczorem po raz pierwszy obejrzałam zmagania olimpijskich (RTÉ 2). Głównie dlatego, że lekkoatletyka i finał na 100 m kobiet.

Od kilku dni nowe, inne szumy w uszach.

5 komentarzy:

  1. O, guacamole, a ja dzisiaj przez godzinę słuchałem kolumbijskiej cumbii. I też miałem w sobotę pranie (zapomniałem dopisać do blotki, trudno). Woland na szczęście ma niewielki wpływ na moje nastroje, więc soboty mi nie zepsuł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dariusz, dopisywanie prania do notatek nie jest obowiązkiem. Czasami robię pranie i wcale o tym tutaj nie wspominam ;)

      Usuń
    2. Nie twierdzę, że ty musisz. Ja bym mógł (gdybym pomyślał) i miałbym wtedy ze dwa zdania treści więcej. Albo nawet cały długi akapit. Bo sterta bogactwa sąsiadów z parteru (tych od Marcela¹) na strychu się przewróciła i musiałem zbierać jakieś ozdoby choinkowe, żeby mieć dojście do swoich sznurków.
      ___
      ¹ Marcel to kot, którego kiedyś pokazywałem, gdy wpadł z wizytą i uciął sobie drzemkę na fotelu w pokoju.

      Usuń
    3. @Dariusz, aaaaa. Mieliśmy chyba "swoje" sznurki, gdy rodzice chwilę mieszkali "na swoim". Musiałam wtedy być gdzieś na początku szkoły podstawowej, bo ledwo to pamiętam. Na pewno mieszkaliśmy pod wspólnym strychem.

      Usuń
    4. U mnie strych jest na trzy rodziny (tak jak mieszkamy w jednym pionie), ale teraz tylko ja wieszam na nim pranie.

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.