Strony

poniedziałek, 20 lipca 2026

3037. W domu?

Dwie godziny snu, bez cienia przesady: dolecieliśmy o 1:40 naszego czasu, dwie godziny później byłam nareszcie pod własną kołdrą, ale cóż z tego, skoro wybudzałam się trzy razy, a po szóstej trzeba było wstawać. Jednak nie ma co narzekać: Ka pojawił się na lotnisku co do minuty, mogliśmy pożegnać Hanę, pokazać jej, jak ma odprawić bagaż, gdzie pójść; ułatwiono nam, ułatwiliśmy innemu.

W pracy maile i maile. Odpaliłam audiobooka Rozdroże kruków Sapkowskiego i to pomimo tego, że wędrowny powrót do Intermezzo okazał się całkiem udany. Na szczęście odwołano mi w pracy jutrzejszą burzę mózgów. Świetnie, bo jeszcze musiałabym się przygotować, coś przeczytać, o czymś pomyśleć, tymczasem jestem chwilowo niezdolna. W minionym tygodniu przynajmniej raz dobijała się do mnie firma monitorująca alarm w budynku, konsekwentnie nie odbierałam połączenia. I co, budynek stoi? Stoi. Nikt się nie włamał, a nawet lepiej – ten cholerny internet, którego rozłączanie się było zapewne przyczyną alarmu, działał dzisiaj jak trzeba, bóbr zapłać.

Próbowałam się zdrzemnąć przed obiadem (z Kuchniosalonu dobiegała muza Samych Suk z ich najnowszego albumu, Dziadowskie piosenkio miłości). Pierwszy spacer z myszami uświadomił mi koci rozwój, który odbył się w trakcie naszej nieobecności: Bronia jest znacznie odważniejsza, Mania jakby lżejsza. Hana zrobiła furorę wśród sąsiadów, nawet Iva Dilerka wyszła powiedzieć, że dziewczyna była bardzo miła, pożegnała się z nią, i tak dalej. Ziew. Wolny rozruch (w pracy dwie kawy, druga z Wiką, która nadal jest zagubiona w gąszczu swoich marzeń i oczekiwań; postawiłam jej tę kawę, szastam kasą jak milionerka). Chwilę rozmawiałam właśnie z tatką. Pora pod prysznic, lektura i lulu, bo inaczej mózg do wymiany.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.