Strony

piątek, 10 lipca 2026

2397. Dzień pierwszy.

Zasnęłam po trzeciej (dobrze było zobaczyć drzewa te same, gwiazdy nad drzewami, mrok za płotem), obudziłam się około siódmej i już nie mogłam spać, natłok myśli. Zaraz wypróbowałam, czy na emailu pracowniczym działa mi automatyczna odpowiedź (cholera, nie działa). Musiałam wstać i się zmęczyć jeszcze bardziej, nie było innej rady, więc wyciągnęłam mężowskiego laptopa (zostawiłam mój w domu), zaczęłam uzupełniać wpisy blogowe, porządkować myśli.

Prezencik mężowski odpakowany z rana:

Bo rodzicom Fred wręczył prezenta już o trzeciej rano. 

Ruchy jak zwykle wolne, domowe. Poczekałam, aż Kochany obudzi się, zje śniadanie, o pierwszej wyruszyliśmy do Tcy. Kot, Rossman, krótki wypad do fryzjera, żeby się umówić na później (jakoś nie wiem sama ... przestaję lubić to miejsce, coś jest z paniami, jakieś coś off). Siedliśmy pod bazyliką, akurat odbywał się ślub, więc nie weszliśmy do środka. Powrót na wieś po telefonie od mamy, że już jadą w tamtym kierunku. Obiad, fragmenty Midsomer Murders z sezonu 22, spacer z mamą na cmentarz, chill, robienie kanapek, kolacja i dyskusje o historii.

Wieści z domu: stabilnie, choć Hana wpuściła gościa od kuchenki, co jest irytujące, bo prosiliśmy ją o coś przeciwnego. Well. Padam. Na jutro są plany.





4 komentarze:

  1. To jest to nowe tłumaczenie "Czarodziejskiej góry"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z ust mi wyjąłeś. A właściwie z klawiatury.

      Usuń
    2. @Dariuszu, @Agniecho, jest to tłumaczenie Macieja Misiornego, publikacja tegoroczna, ale szykuje się jeszcze tłumaczenie Sławy Lisieckiej, nie wiem więc o które pytacie :)

      Usuń
    3. Aaa...

      Nie będę chachmęcił, z Buddenbrookami mi się pomyliło :D

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.