Strony

środa, 15 lipca 2026

2402. Dzień szósty.

O czwartej nad ranem obudził mnie silny deszcz, burza z piorunami, musiałam wstać, żeby zamknąć okno; okazało się później, że nikt oprócz mnie tego zjawiska przyrodniczego nie zarejestrował. Może więc jestem zającem pod miedzą z okiem zawsze gotowym do otwarcia. 

Środa była znacznie wolniejsza w porównaniu z ostatnimi dwoma dniami. Mieliśmy z Agniechą pogadankę poranną, poczem, wyturlawszy się i wydrapawszy się po leniwych brzuszkach, o jedenastej wyjechaliśmy we troje do Jeleniej na brunch w to samo miejsce Januszowe, co w poniedziałek (wcześniej zajrzeliśmy do pałacu w Miasteczku, żeby odebrać klucz od pokoju i mieć z głowy martwienie się, czy zdążymy na czas; Janusza brak, za to pierogi z jagodami tak samo dobre). Po udanym posiłku podjechaliśmy do pałacu w Pakoszowie na kawę (statysta postanowił kosić trawnik centralnie przed nami, poor devil). Był jeszcze przystanek w Kopańcu, oraz widok spod dawnego Förstelbaude w Gierczynie (ośrodek odrestaurowany dość festyniarsko, w stylu hotelu dla nowej-klasy-średniej).

Po tych podróżach lokalnych, o piątej byliśmy ponownie w zakątku Agniechowym tchnącym zenkiem. Obejrzeliśmy umocnienia przeciwpowodziowe, napiliśmy się zielonej herbaty, pogadaliśmy, zapuściłam ciekawskiego żurawia do prywatnego siedliska i dostałam w prezencie książkę oraz poradę w jakiej kolejności czytać historię wiedźmińską.

W Miasteczku pojawiliśmy się o ósmej; pałac wydawał się zupełnie opuszczony, ale mieliśmy kod do budynku i klucze do pokoju (znowu, tak jak w 2021, gdy byliśmy tutaj z tatką, urzędujemy pod jedynką), więc brak ludzi i duchów w niczym nam nie przeszkadzał. Rozpakowaliśmy lary i penaty, odbyłam krótką rozmowę z mamą (oberwanie chmury i lokalne podtopienia w Tcy), i wyjechaliśmy za rzekę. Ciocia eR była zaskoczona, przyjęła nas jednak miło, mogliśmy w jej lodówce zdeponować zapasy kiełby, strzeliliśmy po herbatce, zerknęliśmy na mecz Anglia-Argentyna, i wyszliśmy w ciemniejące miasto.








4 komentarze:

  1. Utknąłem w połowie Pieśni o Achillesie. Ze dwa lata temu. Albo nawet dawniej. Ale kiedyś może wrócę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dariuszu, mam przyjemną motywację, prezent to prezent :) Przy okazji odwiedzin uświadomiłam sobie również, że posiadam nieprzeczytane wydanie "Egipcjanina Sinuhe" Waltariego. Kolejna miła inspiracja :)

      Usuń
    2. Egipcjanina czytałem w czasach ogólniaka. Wszystko wtedy Waltariego przeczytałem dostępne w bibliotece po tym spotkaniu z Sinuhe. Bardzo miło wspominam te lektury.

      Usuń
    3. @Dariuszu, dostałam tę książkę na 15 urodziny. Z jakichś niezrozumiałych powodów (może stres związany ze zmianą szkoły), nigdy jej nie przeczytałam.

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.