Środa
Na obiad z mężem pizza w Il Forno, na deser kawa w Czarnej. Safron napisała do mnie tekst z pytaniem, czy nie chcielibyśmy kotka. Annę zapytała, czy nie miałby ktoś ochoty zaopiekować się Junoną już jutro wieczorem. Na nic nie odpowiadam, no mam lenia, albo może bardziej ogólnie: mam taką dyspozycję psychiczną, że awrio (pewnie wpływ ma na to kiszenie się w przegrzanym biurze). Pogodowo dzień przyjemny, ale pod wieczór aura zaczyna się zmieniać, więc zamiast spaceru zasiadłam z Kochanym do Bez przebaczenie (1992); dopiero teraz obejrzałam, po ponad 30 latach od premiery.
Czwartek
W Centrum byłam przez połowę zmiany, reszta to rozmowy z nieznajomymi w Białym Budynku (niespodzianka: sąsiedzi z lewej się pojawili, na krótko). Przez to, że Bridżet wygadała się, że niedługo odchodzę, co ktoś znajomy wpada, to robi smutne minki i muszę prostować, żeby je zachowali do następnego tygodnia ;). Do wczesnego popołudnia deszcz. Kochany przywiózł mnie do i z pracy, zrobił nam obiad i wyspacerował mnie nad morzem. Rozmawiałam z rodzicami, a wcześniej z Anne, która dokładnie pokazała, co się zmieniło w grafiku u Junony.
Kolejna skamielina koralowca:
Meduza beczkowata:
Przypływ nadal się zbierał, temperatura przyjemna, ludzie dokonywali ostatnich zanurzeń. Po powrocie do domu odpowiedziałam w końcu Safron, że jednak nie, na razie nie podejmiemy decyzji adopcyjnej. Koteczka na zdjęciach rzeczywiście bardzo fajna, ale nie mam do tego serca.
Junona zakutana w ręcznik połknęła obrzydliwe kropelki bez problemu, niestety wcześniej zastrajkowała przy pigułce (przekupstwo tuńczykowe przestało działać).
Szumy w uszach, które pojawiły się na początku sierpnia, bez zmian na lepsze.



